Czerwony oddział kobiet

red8.jpg

Baletnice z karabinami – trudno o bardziej intrygujący obrazek. „Czerwony oddział kobiet” (红色娘子军) to jeden z nielicznych rzeczywiście kulturalnych owoców rewolucji kulturalnej w Chinach z czasów Mao, modelowy balet, którego bohaterkami są komunistyczne partyzantki.

Nad reformą teatru podczas rewolucji kulturalnej czuwała żona Mao, Jiang Qing, jedna z Bandy Czworga. Nowa rewolucyjna opera miała zastąpić dotąd grane spektakle i tradycyjną operę chińską. Na zamówienie powstało osiem tzw. modelowych oper, a właściwie pięć oper pekińskich, dwa balety, w tym „Czerwony oddział kobiet”, i jedna symfonia. Ponieważ w pierwszych latach rewolucji kulturalnej grano niemal wyłącznie modelowe opery, mówiło się, że osiemset milionów ludzi ogląda osiem przedstawień.

W 1972 podczas słynnej wizyty w Chinach „Czerwony oddział kobiet” oglądał Richard Nixon, ale grany jest do dziś. A baletnice tańczą i z karabinami, i z maczetami.

red4

red3

red5
Modelowy balet „Czerwony oddział kobiet” w „Jiefangjun Hubao”, czyli „Ilustrowanym magazynie Armii Wyzwoleńczej” z października 1970 roku

Obrazy z „Czerwonego oddziału kobiet” (także jako film z 1970 roku), powielane na zdjęciach, obrazach, plakatach, a nawet popularnych w czasie rewolucji kulturalnej czerwono-czarnych muralach, na stałe zapisały się w chińskiej kulturze wizualnej. Co jakiś czas się gdzieś na żołnierki-baletnice natykam. Jeżeli widzieliście film „Powrót do domu” Zhanga Yimou sprzed kilku lat, to córka głównego bohatera ubiega się o główną rolę właśnie w „Czerwonym oddziale…” (i nie chcąc stracić tej szansy, denuncjuje własnego ojca).

Balet opiera się, przynajmniej częściowo, na faktach – rzeczywiście istniejącym na wyspie Hainan kobiecym komunistycznym oddziale partyzanckim, liczącym setki żołnierek, powołanym w 1931 roku. Główna bohaterka, Wu Qinghua, zostaje wyzwolona z niewoli i dołącza do walczących komunistek. Hainan to tropikalna wyspa, więc w balecie pojawiają się palmy i inne tropikalne atrybuty, a w ostatniej części – w której pobrzmiewa melodia „Międzynarodówki” – następuje „wyzwolenie Kokosowej Wyspy”.

red1
Projekt muralu z baletnicą z „Czerwonego oddziału kobiet” zamieszoczny we wzorniku murali i plakatów, opartym na obrazach artystów-stoczniowców z 1970 roku

Korzystając z krótkich wakacji na Hainanie (zwanym przez Chińczyków „chińskimi Hawajami”), postanowiliśmy z Marcinem wcielić się w „czerwonych turystów” i wybraliśmy się do miejsca pamięci Czerwonego Oddziału Kobiet w mieście Qionghai (w Chinach odwiedzanie miejsc związanych z historią komunizmu i zwycięskiej walki Chińskiej Armii Narodowo-Wyzwoleńczej nazywa się właśnie „czerwoną turystyką”).

To nieco zapuszczone muzeum i nawet trudno powiedzieć, o co tu właściwie chodzi.  Przed wejściem powitała nas jednak rzeźba baletnicy, którą trudno byłoby pomylić z jakimkolwiek innym baletem.

IMG_4795.jpg

rdow1.jpg

IMG_5066

W parku rozsianych jest kilka atrakcji: budynków i rzeźb, ale oś narracyjna dawno się zatarła. Wystawa w głównym budynku, w kształcie gwiazdy, składa się z dioram, przedstawiających partyzantki podczas tortur oraz spalone przez nacjonalistów wsie Hainanu.

Przed budynkiem-gwiazdą stoi zaś dziesięciometrowa rzeźba partyzantki wyrzeźbiona w loklanym granicie przez rzeźbiarza z Qionghai, Cui Kaihonga. Ma nieodzowne atrybuty hainańskiej partyzantki – tradycyjny hainański bambusowy kapelusz przewieszony na plecach, czapkę czerwonoarmistki; jest bosa, ale z karabinem.

IMG_4821.jpg

IMG_4918

IMG_4973.jpgW innych miejscach sporo miejsca poświęca się tym żołnierkom, które dożyły sędziwego wieku i mogły już odwiedzić poświęcone im muzeum. Ostatnia z nich, Lu Yexiang, umarła w 2014 roku. Poza tym jest scena, na której chyba dawno nic już nie wystawiano, kilka mniejszych rzeźb, czołg i samolot.

Retoryka walki z imperializmem i feudalizmem łączy się tu z nutką feminizmu. Na wielometrowej tandetnej płaskorzeźbie podkreśla się, jak chińskie kobiety w przeszłości cierpiały opresję ze strony klanów, religii, patriarchatu w domu, pozbawione jakichkolwiek praw, czego symbolem stało się wiązanie stóp. W propagandzie rewolucja i patriotyzm szły więc w parze z potrzebą emancypacji.

Wychodziłem stąd jednak nieco zawiedziony. Muzeum nie dorasta do legendy żołnierek, nie mówiąc już o samym balecie. Jeszcze na parkingu dochodziły nas jednak dźwięki „Czerwonego oddziału…”. Wielokrotnie miałem tu wrażenie, że na historię oddziału nakłada się sam balet, fikcja zlewa się z historią, już i tak mocno propagandowo podszlifowaną.

patriotyzm.jpg
Ai guo – patiotyzm

rdow3

Maomandala

maomandala

„Wznieście wysoko wielki sztandar myśli Mao Zedonga. Odważnie przyjcie do przodu” – głosi ogromny napis nad wejściem do dawnej komuny ludowej. To skansen rewolucji kulturalnej.

Rewolucja kulturalna to w Chinach nadal temat tabu, jak wszystkie momenty w najnowszej historii, które – gdyby je nawet pobieżnie przeanalizować – podważałyby legitymację rządzącej partii. W szkolnych podręcznikach temu okresowi najnowszej historii poświęca się najwyżej akapit. Dlatego takich miejsc jak przekształcone w muzeum budynki komuny ludowej w Fengjing, wodnym miasteczku na przedmieściach Szanghaju, jest stosunkowo niewiele.

fengjin2

dazibao
Dazibao

fengjing10

Wchodząc tu, niemal przenosimy się w czasie w późne lata 60., gdy do pracy w polu za niezbędne uznawano trzy rzeczy: czerwone sztandary, małe czerwone książeczki oraz przenośne tablice, na których wypisywano rewolucyjne sentencje. Nad wszystkim czuwały wszechobecne wizerunki Mao, „czerwonego słońca naszych serc”. W komunie jest nawet biuro administracji zhiqing, miejskiej młodzieży wysyłanej na reedukację na wieś.

fengjing7

fengjing8

wszystkie czerwone serca kieruja sie w strone slonca
„Wszystkie czerwone serca zwracają sie ku słońcu”

W sali zgromadzeń, gdzie kiedyś gdy odbywały się tu wiece, publiczne krytyki i procesy pokazowe, ze ściany łuszczy się farba dawnego muralu. Wciąż daje się jednak rozpoznać czerwone słońce, z którego rozchodzą się proste promienie nad polem słoneczników, oraz napis: „Płyńmy przez morza mając oparcie w wielkim sterowniku”. By nie było wątpliwości, kto jest tym sterownikiem, przed muralem, w centralnym miejscu, stoi jego popiersie. Słoneczniki to masy zwracające się w kierunku słońca-Mao (to do takiej symboliki słoneczników kilka lat temu odwoływał się Ai Weiwei w swojej realizacji w Tate Modern).

fengjing6

fengjing5

Wyjątkową atrakcją tego miejsca jest jednak co innego – kolekcja znaczków z Mao, którą przez ponad dwadzieścia lat gromadził szanghajski kolekcjoner Miao Shifang. To już pole dla specjalistów, którzy oglądają znaczki z Mao pod lupą, jak filateliści mierzą odstępy między ząbkami znaczków pocztowych za pomocą ząbkomierzy. Mnogość rodzajów i kategorii, wielość motywów, ale z jednym nieodzownym – Mao, w czapce czerwonogwardzisty lub bez, w młodości i w podeszłym wieku, często na tle „morza czerwonych flag” podczas przyjmowania defilady czerwonogwardzistów na placu Tiananamen. Niektóre znaczki to masówki, ale znajdą się tu też odpowiedniki jednocentówki z Gujany Brytyjskiej, jak te, które dystrybuowano tylko wśród wysokiej kadry partyjnej, albo przypisane do poszczególnych dywizji Chińskiej Armii Narodowo-Wyzwoleńczej.

kubek

fengjing3

Kolekcję uzupełniają małe czerwone książeczki, w nieskończoności formatów i wydań, oraz tzw. czerwona porcelana, miseczki i dzbanki ozdabiane wizerunkami wodza i cytatami z Mao oraz Mao-figurki, które świetnie ilustrują jak kult wodza wkraczał do każdego aspektu życia Chińczyków. Taką porcelanę produkowano jedynie przez trzy lata, ale także dziś łatwo kupić tego rodzaju, chociaż nowo produkowane pamiątki dla zagranicznych turystów. Zresztą nie tylko z Mao, na porcelanowych dekorowanych talerzach przedstawia się dziś Xi Jinpinga, czasem z żoną.

Nawet tu jednak panuje rodzaj schizofrenii, która charakteryzuje stosunek do Mao i historii we współczesnych Chinach. Gdy podpisy w pomieszczeniach komuny ludowej krytycznie opisują czasy rewolucji kulturalnej, kolekcja znaczków – według wstępu do wystawy – ma „pielęgnować pamięć o wielkim wodzu”. Jakby wielki wódz z rewolucją kulturalną nic wspólnego.

fengjing4

Pośrodku wystawy znaczków znajduje się zaś rodzaj mozaiki ułożonej ze znaczków z Mao na tle mapy Chin, zatytułowanej „Myśl Mao Zedong emitująca wieczne światło”. Muzeum chwali się, że tę maomandalę dziennik „Jiefang” („Wyzwolenie”) reprodukował na całej stronie.

 

Rewolucyjna męczenniczka

zhang zhixin 3

Gdy pierwszy raz widziałem ten niewielki obraz, zaintrygował mnie, ale nie poświęciłem mu wiele uwagi. Zresztą krótka notka przy płótnie jest raczej lakoniczna i informuje, że „Córka ziemi” przedstawia rewolucyjną męczenniczkę Zhang Zhixin. Niewiele więcej niż inskrypcja na samym obrazie. Namalował go w 1980 roku Wen Lipeng, późniejszy profesor Centralnej Akademii Sztuki w Pekinie.

„Córka ziemi” znajduje się dziś w kolekcji Long Museum, założonego przez małżeństwo miliarderów-kolekcjonerów Liu Yiqian i Wang Wei. Właściwie muzea są trzy: jedno w Chongqing i dwa w Szanghaju. Co jakiś czas świat obiega informacja o ich spektakularnych zakupach: porcelanowej doucai  z dynastii Ming za 36 milionów dolarów czy obrazie Modiglianiego za 170 milionów. Jednak to sztuka rewolucyjna jest prawdopodobnie najciekawszym fragmentem ich kolekcji. W Long Museum na Pudongu wciąż można oglądać wystawę zorganizowaną w zeszłym roku z okazji okrągłej rocznicy chińskiej armii. Ta wystawa powinna się była zamknąć dawno temu, ale muzeum nie miało najwyraźniej innych planów i – mimo pustych miejscach po obrazach, które wysłano na inne wystawy – wciąż jest otwarta. To tam niedawno przykuł moją uwagę ten obraz.

Większość chińskich rewolucyjnych męczenników to komuniści polegli w czasie walki o władzę w Chinach, Długiego Marszu, japońskiej okupacji, po chińską wojnę domową. Jak męczennicy z Longhua, dzielnicy Szanghaju, komuniści więzieni tu w latach 1928-1937, którym dziś poświęcony jest ogromny park (jego fragment stanowią więzienne cele oraz miejsce rozstrzelań).

longhua

Zhang Zhixin to nietypowa męczenniczka; poniosła śmierć z rąk swych partyjnych kolegów. Zamordowano ją w kwietniu 1975 roku w komunistycznym więzieniu. Jej zbrodnią było krytykowanie polityki Mao, jego żony Jiang Qing, należącej Bandy Czworga, oraz Lin Biao, prawej ręki Mao, bohatera Długiego Marszu i inżyniera rewolucji kulturalnej, który – gdy krytykę skierowano przeciw niemu, sam ratował się ucieczką i zginął wraz z rodziną w katastrofie lotniczej w Mongolii. Szybko wymazywano go z historii i obrazów.

Zhang była członkinią partii i do końca uważała się za „prawdziwą marksistkę”. Teksty o niej pełne są drastycznych opisów jej więziennych doświadczeń, tortur i gwałtów w męskim więzieniu, w którym ją osadzono. Między innymi jej losy opisywał Zheng Yi w głośnej książce „Scarlet Memorial: Tales of Cannibalism in Modern China”.

Zmuszono ją nawet do uczestnictwa w krytyce Lin Biao po jego nieudanej ucieczce, ona jednak nieustępliwie twierdziła, że nie można zapominać o odpowiedzialności Mao. Uznano ją za niereformowalną i w 1975 roku wykonano wyrok śmierci. Według jednej z legend przed śmiercią miała powiedzieć: „Partio, moja partio, gdzie chcesz mnie zabrać?”.

W 1979 roku została pośmiertnie rehabilitowana i oficjalnie uznana za rewolucyjną męczenniczkę, modelową komunistkę. Stała się symbolem dążenia do prawdy i sprawiedliwości. Przez moment, gdy trwał proces Bandy Czworga, jej postać chętnie wykorzystano w propagandzie, nigdy jednak nie dokończono śledztwa w jej sprawie. Stąd właśnie zapotrzebowanie na obrazy o Zhang Zhixin.

zhang zhixinxxx.jpg

Pierwszą wersję obrazu, w kolekcji Narodowego Muzeum Sztuki Chin, Wen Lipeng namalował w 1979 roku. Wersję, która obecnie znajduje się w kolekcji Long Museum, namalował specjalnie na wystawę poświęconą męczenniczce Zhang w 1980 roku. W przeciwieństwie do większości propagandowej produkcji, więcej tu romantyzmu niż heroizmu. W porównaniu z propagandową produkcją malarską w Chinach, jest raczej skromny i niewielki. Do tego przedstawia inną stronę rewolucji kulturalnej, chociaż samo ujęcie tematu nie niesie żadnych informacji. Przedstawia wyłącznie samą bohaterkę. Zhang Zhixin leży w białej sukni na łące pełnej czerwonych kwiatów, które wydają się spływać po ziemi niczym krew. „Córka ziemi” przypomina bardziej o szczególnym momencie zmian w Chinach, gdy wrogowie rewolucji byli masowo rehabilitowani, a niektórych – jak Zhang – uznawano nawet za bohaterów.

Chłopscy malarze z Jinshan

zbioryarbuzow
Zbiory arbuzów

Tutejszych malarzy nazywa się szumnie „Picassami z Jinshan”, ale nie byłoby ich sztuki gdyby nie rewolucja kulturalna i akcja masowej zsyłki absolwentów szkół na tereny rolnicze, by pracując na wsi przeszli reedukację, czerpiąc nauki od antyburżuazyjnych bohaterów rewolucji Mao – chłopów.

Wioska malarzy – brzmi jak utopia, ale istnieje od pół wieku. Od epoki Mao, przez nowe otwarcie Deng Xiaopinga, po dzisiejszą, para-kapitalistyczną chińską rzeczywistość.

Dziś to przedmieścia Szanghaju, chociaż oddalone od centrum o ponad 70 kilometrów. Miasto styka się tu z wsią. Pola sąsiadują z zakładami przemysłowymi. Kilka kilometrów stąd znajduje się Fengjing, poprzecinane kanałami zabytkowe miasteczko, którego historia sięga ponad tysiąca lat. Wystarczy skręcić z drogi szybkiego ruchu, by po chwili znaleźć się w byłej wiosce Zhonghong. Tutejsi chłopi kultywowali tradycyjne rzemiosło, a swoje domy, zwłaszcza kuchnie, ozdabiali malunkami. W latach 70. ich wieś stała się jednym z ośrodków nowego gatunku sztuki ludowej – chłopskiego malarstwa.

domek
Typowy domek w nowej wiosce chłopskich malarzy

peasantpainting1

peasantpainting7

Obecnie ta „wieś” to coś między artystyczną komuną i atrakcją turystyczną. By do niej wejść, trzeba kupić bilet. Składa się na nią kilkanaście domków z tradycyjnymi chińskimi dachami z ciemnej dachówki, otoczonych wąskim kanałem. Ale bynajmniej nie jest to skansen. Wioska Chińskiego Malarstwa Chłopskiego (中国农民画村), bo tak oficjalnie nazywa się to miejsce, powstała stosunkowo niedawno, w 2006 roku, jako efekt wysiłków władz, by zachować tutejszą tradycję i przyciągnąć turystów (aczkolwiek nie spotkaliśmy ich tu zbyt wielu). By z kolei zachęcić malarzy, by tu zamieszkali, przez pierwszy rok zrezygnowano czynszu.

Sztuka wygrywa jednak z nieco turystycznym charakterem tego miejsca. Każdy domek ma z tyłu niewielki ogródek z malarską dekoracją, zazwyczaj o tematyce ogrodowej (zbiory arbuzów). Na jednym z budynków wymalowane zostało Święto Smoczych Łodzi. Do każdego domku można zajrzeć, obejrzeć prace, pogadać z artystą, nawet zastać go przy pracy, no i coś kupić. W każdym domku jedno z pomieszczeń jest bowiem mini-galerią ze ścianami wypełnionymi rysunkami.

peasantpainting2
Zhang Xinying, Kuchnia

Historia chłopskiego malarstwa w Chinach sięga powstania Chińskiej Republiki Ludowej oraz pierwszych spotkań ludowych artystów z profesjonalnymi artystami. Podczas Wielkiego Kroku Naprzód artyści byli wysyłani z miast na wieść, by uczyć chłopów tworzenia propagandowych dekoracji.

Od początku lat 70., w drugiej fazie rewolucji kulturalnej,  masowo wysyłano z miast do wsi wykształconą młodzież na reedukację, co współgrało z antyintelektualną i romantyczną myślą Mao, ale – jak większość jego pomysłów – okazało się totalną klapą. Między 1968 i 1980 roku w ramach akcji xiaxiang (下乡) przymusowa zsyłka dotknęła 17 milionów osób. Wpisywało się to w maoistyczną ideę wyeliminowania społecznych podziałów pracy i tzw. „trzech wielkich różnic”: między przemysłem i rolnictwem, między miastem i wsią oraz między pracą intelektualną i manualną. Promowanie chłopskiego malarstwa również spełniało tę rolę. Zgodnie z tą ideologią profesjonalni artyści mieli uczyć się od samorodnych artystów – robotników i chłopów, których sztuka stała się nowym mainstreamem, propagandą przełożoną na popularne, łatwe w odbiorze obrazy. Jedną z najważniejszych wystaw tego okresu była „Wystawa sztuki robotników” w Pekinie zorganizowana w 1974 roku, która przyciągnęła około 400 tys. widzów.

Gdy podczas Wielkiego Kroku Naprzód z lat 50., sztukę nieprofesjonalną promowano jako dodatkowe zajęcie, sposób spędzania wolnego czasu i wzbogacenia życia kulturalnego klasy robotniczej i chłopów, w latach rewolucji kulturalnej stała się nieodzownym elementem przemian, zamiany ról między artystami profesjonalnymi i amatorami.

I artyści-robotnicy i artyści-chłopi otrzymali profesjonalne wsparcie. Chociaż zesłana z miast młodzież głównie pracowała w polu, czasami – choć niezwykle rzadko – to chłopi uczyli się od przybyszy. Do Jinshan nieprzypadkowo trafiło kilku artystów, np. malarz Wu Tongzhang. Organizowano specjalne kursy dla chłopów-artystów, na których uczono ich nowych technik, a także wystawy ich prac. A Jinshan znane było z ludowej sztuki i rzemiosła. To był właściwy moment rozkwitu malarstwa z Jinshan. Dzisiaj ten nowy rodzaj sztuki ludowej, chłopskie malarstwo z Jinshan, jest zjawiskiem wpisanym w rejestry chińskiej kultury i szczególnie chronionym przez organa rządowe.

peasantpainting3
Cao Jinying, obraz inspirowany tradycyjnymi tkaninami

Artystów, którzy zaczęli malować w latach 70. uznaje się za właściwych, oryginalnych „chłopskich Picassów”. Jedną z najważniejszych postaci malarstwa z Jinshan był Chen Fulin, młody rolnik z Zhonghong, który zaczął malować czerpiąc z tradycyjnych murali z kuchennych pieców. Zaczęła malować też jego żona, pani Wang, a potem też jego najstarsza córka, Chen Xiu, która wyszła za malarza z sąsiedniej wioski. W końcu nawet jego matka sięgnęła po pędzel. Jego najmłodsza córka Chen Huifang, by malować, rzuciła pracę. Dziś maluje też dwóch jego wnuków. To ponad pół wieku rodzinnej tradycji.

Malarze z Jinshan rozwinęli charakterystyczny styl, oparty na prostym rysunku, mocnych barwach, silnie zakorzeniony w tradycyjnym rzemiośle. Mimo pomocy profesjonalnych artystów, nie zatracili też pewnej „naiwności”. Większość ich rysunków ma format kwadratu. Malują kolorowe, wyidealizowane sceny, naśladując brak artystycznego wykształcenia pierwszych chłopskich malarzy. Czasami stosują symetryczne układy, znane z tradycyjnych wycinanek, a nawet dwubarwne kompozycje, białego rysunku na niebieskim tle, jak w tradycyjnych niebiesko-białych tkaninach.

Niezmienna pozostała tematyka – to głównie sceny wiejskie, rybacy i rolnicy przy pracy, wnętrza chłopskich kuchni. Sytuacje podpatrzone na polu i w domu. Na niektórych rysunkach rozpoznać można malownicze kanały i architekturę Fengjing. Ale zdarzają się też bardziej współczesne miejskie weduty, widoki Szanghaju z charakterystycznymi wieżowcami Pudongu, nowej dzielnicy biznesowej.

peasantpainting4

Wystawa w największym budynku nowej „wioski”, rodzaju muzeum chłopskiego malarstwa, podkreśla jednak nie tyle propagandowe korzenie tego malarstwa, co – o czym na pewno nie wspominano podczas rewolucji kulturalnej – podobieństwa z dwudziestowiecznym malarstwem europejskim (głównie pod względem kompozycji). Porównania do Picassa nie są więc zupełnie bezpodstawne. Brakuje tu perspektywy historycznej, nie zobaczymy tu prac z lat 70., gdy musiały bardziej wpisywać się w ówczesną linię politycznę, dowodzić zmian na wsi w czasie rewolucji kulturalnej. Dziś raczej podkreśla się ludowej korzenie tej sztuki. No i Picassa.

Zresztą tuż przy wejściu wisi tu kopia obrazu Picassa przedstawiającego koguta, tuż obok koguta wymalowanego przez Ruan Sidi, specjalizującej się w wycinankach mieszkanki Jinshan, która zaczęła malować dopiero po siedemdziesiątce. Wprawdzie nie ma tu słowa o tym, że obraz Picassa to kopia, a nie oryginał, ale proste śledztwo internetowe wystarczy, by stwierdzić, że to „Kogut wyzwolenia” (Le Coq de la Liberation) z 1944 roku, którego oryginał znajduje się w Milwaukee Art Museum. Innym artystą, z którego czerpie się tu inspiracje, ma być Matisse.

Wystawa nie dotyczy jednak wyłącznie Jinshan. Pokazane tu zostały przykłady z innych ośrodków chłopskiego malarstwa, m.in. Hunagzhong w prowincji Qinghai, Dongfeng w prowincji Jilin czy Huxian niedaleko Xi’an. W 1988 roku ministerstwo kultury nadało tytuł „malarskiego miasteczka” 51 miejscom w Chinach.

peasantpainting5
Dang Minghan z Huangzhong na swym obrazie przedstawił Pawilon Chin oraz Haibao, maskotkę szanghajskiego Expo 2010

Najbardziej znani są malarze z Huxian, których malarstwo – podobnie jak w Jinschan – wynika z tradycji dekorowania własnych domów, przeniesionej później na papier, ale w latach 70. niosło częsta bardzo konkretne polityczne przesłanie. Huxian – gdzie malarstwo chłopskie pojawiło się w latach 50., a rozwinęło w 70., gdy otrzymali profesjonalne wsparcie – stało się modelem dla innych ośrodków w Chinach. Malarze z Jinshan też uczyli się na ich przykładzie. W Huxian ma dziś malować nawet 2 tysiące rolników (a właściwie byłych rolników czy osób o rolniczym pochodzeniu).

Patrząc na te obrazy, można odnieść wrażenie, że to wytwory rolników, którzy parają się sztuką w wolnym czasie. Tymczasem większość z nich traktuje to już dzisiaj jako swój główny zawód. Młodsi nigdy nie pracowali w polu. Chętnie chwalą się za to publikacjami. Każdy ma coś pod ręką – a to pocztówkę ze swym obrazem, a to artykuł prasowy, a to kartę transportu miejskiego ozdobioną chłopskim malarstem. Obrazy z Jinshan często wykorzystuje się jako dyplomatyczne prezenty.

peasantpainting6
Marcin, Chen Weixiong, ja
rokpsa
Chen Weixiong, Rok Psa
kuchnia
Chen Weixiong, Kuchnia

Pan Chen Weixiong, urodzony w 1953 roku, wraz z żoną Gong Caijuan, pochodzą z rolniczej rodziny z Jinshan. jego przodkowie uprawiali tu ziemię od dwunastu pokoleń. On sam maluje od 1976 roku, ale porzucił rolę w 2006 roku, gdy przeniósł się do obecnej wioski jako uznany artysta. Chociaż mieszkają w swoim starym rodzinnym domu, niedaleko wioski, tu pracują. Gdy inni, młodsi i sprofesjonalizowani już malarze z Jinshan nigdy nie uprawiali ziemi, Chen maluje z własnych doświadczeń. Jego żona, Gong, zaczęła malować w 1988 roku, pod wpływem męża, ale w jej rodzinie były tradycje tradycyjnego chińskiego malarstwa na jedwabiu.

Większość mieszkających tu artystów ma też swoich uczniów. Uczniem pana Chena jest dwudziestokilkuletni Qian Xi. U malarki Cao Xiuwen, która sama maluje od ponad 30 lat, spotkaliśmy kilkoro nastolatków, pobierających u niej lekcje latem.

Jeśli „wioska” może wydawać się tworem sztucznym i turystycznym (tuż obok polski biznesmen postawił dom przewrócony do góry nogami), wystarczy przejść przez komunalny ogród, by wejść do właściwej wioski Zhonghong. Tu robi się jeszcze ciekawiej. Prawie każdy dom otrzymał bowiem malarską dekorację. Te murale to znak, że mieszkają tu artyści.

peasantpainting13

peasantpainting10

peasantpainting12

peasantpainting11

peasantpainting8

peasantpainting9

90. rocznica powstania Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej

cpla5.jpg
Praca zbiorowa, „Zdobycie dworca kolejowego w Szanghaju”, 1967

W Warszawie dopiero co skończyły się wojskowe parady, a w Chinach Armia Ludowo-Wyzwoleńcza obchodzi dziewięćdziesiąte urodziny (tu parady były 1 sierpnia). Może wkrótce w Zachęcie doczekamy się wystaw poświęconych naszej armii, jak kiedyś, gdy Ludowe Wojsko Polskie świętowało tam swoje kolejne rocznice, z generalicją na wernisażach. Przypomniała mi się ta tradycja, bo w Chinach przy okazji urodzin armii nastąpił wysyp jubileuszowych wystaw.

Kilka dni temu oglądałem taką wystawę w Muzeum Sztuki w Suzhou, do tego podwójnie rocznicową – do jubileuszu wojska dodano jeszcze jeden – dwadzieścia lat temu Hong Kong powrócił na łono ojczyzny (1 lipca). Wystawa w Suzhou przypominała ZPAP-owskie zbiorówki, mydło i powidło, z którego na plus – jak zawsze – wyróżniało się tradycyjne malarstwo chińskie i kaligrafia (które są wciąż praktykowane i nadal mają się świetnie). Elementy militarne i hongkongskie też oczywiście były, ale nie dominowały.

cpla2.jpg

Zaraz po powrocie z Suzhou wybrałem się jednak do Muzeum Long w Pudongu, nowej biznesowej dzielnicy Szanghaju. To pierwsze muzeum zbudowane przez małżeństwo kolekcjonerów, Liu Yiqian i Wang Wei, którzy kilka lat temu otworzyli drugą szanghajską siedzibę na West Bundzie (gdzie obecnie swą retrospektywę ma Zhan Wang). Muzeum Long w Pudongu jest i architektonicznie mniej rozbuchane, i zdecydowanie mniej popularne. Prawie nikt tu nie zagląda, bo muzeum znajduje się trochę na uboczu.

Poza świetnymi zbiorami tradycyjnego chińskiego malarstwa na drugim piętrze oraz współczesnego chińskiego malarstwa na parterze (to temat na osobny tekst), całe drugie piętro zajmuje czasowa wystawa „Dzień Wojska”, zorganizowana właśnie z okazji dziewięćdziesięciolecia Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

cpla12.jpg
Ai Zhongxin, „Przewodniczący Mao dokonuje inspekcji Żółtej Rzeki”, 1955

Początkowo trochę mnie zdziwiło, że prywatne muzeum bawi się w taką rocznicę. Ale najwyraźniej w Chinach obchodzą ją wszyscy. Poza tym państwo Liu i Wang obok sztuki tradycyjnej i współczesnej kolekcjonują też tak zwaną sztukę rewolucyjną.

Jak imponujący to zbiór, świadczy rozmach wystawy. Na pomalowanych rewolucyjną czerwienią ścianach zawisło ponad sto, zazwyczaj monumentalnych rozmiarów obrazów. Czego tu nie ma! W 1933 roku chińscy komuniści, Lux Hux i Song Qingling, udają się do niemieckiego konsulatu protestować przeciwko działaniom niemieckich faszystów. Komuniści zdobywają most Luding w decydującej potyczce Długiego Marszu. Pekińscy studenci demonstrują w maju 1947 roku przeciwko wojnie domowej. Żołnierze chińscy i północnokoreańscy rzucają się sobie w ramiona w zimowym pejzażu; właśnie łączą szyki, by wspólnie stawić czoła zachodnim imperialistom.

cpla15.jpg
Tian Kesheng, „Zaufanie Partii”, 1974

Wśród żołnierzy spory odsetek żołnierek, chociaż zawsze osobno, w kobiecych oddziałach i na osobnych obrazach. Z karabinami na ramieniu, czyszczące broń i patrolujące plaże. Pilotki, robotnice i rolniczki.

Dalej chińscy chłopi dołączają z uśmiechem do Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej, żwawo idą kogoś skrytykować. Czerwonogwardzistka rozmawia przez telefon z szerokim uśmiechem; „Spotkaliśmy przewodniczącego Mao!”, podpowiada tytuł obrazu Denga Shaoyi z 1974 roku.

Przewodniczący Mao Zedong pojawia się tu we wszelkich możliwych sytuacjach, ale niemal zawsze w swoim stylowym garniturku, nazywanym często jego imieniem. Gros obrazów pochodzi z okresu Rewolucji Kulturalnej i kultu jednostki. Mao a to rozmawia z wieśniakami w kordialnej atmosferze (to powracający temat), a to dokonuje inspekcji wojska, a to odwiedza fabryki i wystawy maszyn rolniczych. Lubi też stanąć sobie na tle pejzażu i rozmarzonym wzrokiem ogarnąć okolicę. Gdy patrzy na Żółtą Rzekę, oczami wyobraźni widzi ją już uregulowaną. Wieczorem zaś czyta sobie zatopiony w fotelu w zaciszu swego gabinetu.

cpla1.jpg
He Haixia, „Poranek w Yan’an”, ok. 1970

Niech nie zmylą nas też obrazy pozornie neutralne. Pejzażowi górskiemu He Kongde z 1974 roku trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, by na drodze wśród drzew dostrzec niewielką ciężarówkę. Jest to bowiem epizod z Długiego Marszu. Albo parkowa, jesienna scena z obrazu Wu Guanzhonga „Pawilon Miłości jesienią” (1977). Co robi na tej wystawie? Właśnie w tym parku w młodości nad swymi rewolucyjnymi tekstami lubił pracować Mao.

Sporo tu też propagandy niemilitarnej, radości czerpanej z pracy, sielskiego życia chłopów i robotników. To przecież do nich przede wszystkim miała być adresowana ta sztuka. W 1942 roku Mao wygłosił słynną przemowę o sztuce i literaturze w Yan’an (w latach 1935-1947 siedzibie Komunistycznej Partii Chin). Żądał podporządkowania kultury aktualnym wymogom oficjalnej polityki partii. Sztuka miała służyć robotnikom, chłopom i żołnierzom, służyć rewolucji i wysiłkowi wojskowemu. Kilka fragmentów z tego przemówienia znalazło się w jego słynnej Czerwonej Książeczce (obok cytatu o stu kwiatach).

Po zakończeniu II wojny światowej i ucieczce Kuomintangu na Tajwan kilka lat później, słowa Mao stały się oficjalną polityką Chińskiej Republiki Ludowej. Zakrólował „rewolucyjny realizm”. Mao w odróżnieniu od Stalina nie mówił o „narodowej formie”. W czasie wojny i rewolucji tradycyjna sztuka chińska straciła na znaczeniu. Po 1949 roku czasami ją krytykowano jako burżuazyjną, czasami wracała do łask, ale próby połączenia jej z wysiłkiem propagandowym raczej nie były udane, co było przedmiotem licznych dyskusji. Pod względem estetyki, chiński „rewolucyjny realizm”, zwłaszcza po 1949 roku, bliższy był po prostu znanemu z innych krajów socrealizmowi.

cpla14.jpg
Gu Yuan, „Rozmowa przewodniczącego Mao z chłopami”, 1951

W latach 50. wyselekcjonowani studenci byli wysłani na naukę do Związku Radzieckiego i innych krajów Bloku Wschodniego. Sowieckich i rumuńskich malarzy zapraszano z kolei jako wykładowców na chińskie uczelnie. Chiński socrealizm czerpał z jednej strony z optymizmu sztuki ludowej (Mao wśród chłopów, praca w polu), ale rozwinął też styl zwany „rewolucyjnym romantyzmem”, mieszankę heroizmu i malarstwa skądinąd burżuazyjnego.

I chociaż po śmierci Mao, z którą zakończyła się też niesławna Rewolucja Kulturalna, a zwłaszcza po Trzeciej Sesji Plenarnej 11. Centralnego Komitetu w 1979 roku, zapowiadającej nową erę w historii Chin i nową modernizację, w chińskiej sztuce pojawiły się trendy bliższe sztuce zachodniej, oficjalna akademicka sztuka rewolucyjna nigdy się na dobrą sprawę nie skończyła.

Świetnie to widać na wystawie w Muzeum Long. Najmłodszy z pokazywanych obrazów pochodzi z 2005 roku. Zhou Enali tańczy na nim z piękną partnerką w pustej sali balowej w Szanghaju. Ale pierwsze, czego nauczyłem się zwiedzając chińskie muzea, to to, by zapomnieć zachodnie chronologie sztuki. Tu wszystkiego muszę się uczyć na nowo.

cpla11.jpg
Chen Yifen, „Myśląc o historii w mojej pracowni”, 1978

Wśród tej rewolucyjnej produkcji, często zresztą wysokiej jakości, jest jeden obraz, który wyraźnie nie pasuje. Chen Yifen namalował go w 1978 roku, dwa lata po śmierci Mao. Wkrótce Chiny miały przestawić się na nowe tory. Chen, wówczas trzydziestodwuletni, sportretował się tyłem. Przed nim jak na filmie rozwijają się sceny historyczne. To jedyny obraz, na którym nie ma ani heroizmu, ani hurraoptymizmu. Zaraz potem narodziła się nowa współczesna sztuka chińska, często krytycznie podchodząca do chińskiej historii, rewindykująca zwłaszcza okres Rewolucji Kulturalnej. Jej jednak na wystawie nie ma.

„Myśląc o historii w mojej pracowni” to jedyny obraz „wątpiący”. I chociaż na wystawie można zaobserwować zmienność stylistyki czy pojawianie się nowych trendów (fotorealizm), chińska sztuka rewolucyjna przetrwała, na pewno wśród profesorów akademii i członków Związku Artystów Chińskich. (Zdaję sobie jednak sprawę, że nie jestem jeszcze odpowiednio wyczulony na chińskie niuanse i oglądam to wszystko jako ignorant.)

cpla13.jpg
Wan Jinsheng, „Połączenie sił Chin i Korei Północnej”, 1959

Wystawę zorganizowano najzupełniej na poważnie. W krótkim tekście na ścianie można przeczytać, że jest ona „przeglądem chińskiej historii, ukazuje ducha i charakter epoki rewolucyjnej, przypominając, że rdzeniem chińskiego ducha jest jedność, walka, nieustraszoność i progres, oraz że ten duch ma szczególne znaczenie dla naszych czasów”.

Pobrzmiewa tu jednak rodzaj sentymentu, nawet melancholii, chińskiego odpowiednika niemieckiej ostalgii. Mao już nie jest groźny, w niepamięć poszedł kult jednostki i epizody z rewolucyjnych obrazów. Dziś Mao jest śmieszny – jak na obrazach popularnego w latach 90. chińskiego politycznego pop-artu. I trochę przez taki pryzmat ogląda się też „rewolucyjny realizm”, dawno skarykaturyzowany, także w chińskiej sztuce. Bo dzisiejsze Chiny są inne. Heroiczna propaganda śmieszy jak Wiadomości TVP. A może to tylko kwestia mojej nietutejszej perspektywy.