Mój felieton w „Dwutygodniku” o nadchodzącym Biennale w Wenecji, chociaż napisałem go niedawno, zdążył się szybko zestarzeć i nieco zdezaktualizować. Wszyscy wybierają się do Wenecji jak gdyby nigdy nic. Jury najpierw zapowiedziało, że w podziale nagród nie będzie brało pod uwagę krajów, których liderzy są oskarżani o zbrodnie przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Kraje te nie były wymienione z nazwy, ale w praktyce chodziło o Rosję i Izrael, które zostały dopuszczone do udziału w Biennale, mimo międzynarodowego sprzeciwu. Wczoraj – wszystkie członkinie co do jednej podały się do dymisji. W moim felietonie zastanawiam się, czy biorący udział w imprezie rzeczywiście wystarczająco wyrażają swój sprzeciw. Poniżej kilka fragmentów.
Z roku na rok wielkie imprezy artystyczne, na które przyzwyczailiśmy się regularnie podróżować, gdzie zdobywamy jak w pigułce naszą wiedzę o sztuce z innych krajów i obszarów kulturowych, sprawiają nam coraz większe problemy. W krajach zachodnich, gdzie większość tego rodzaju imprez się odbywa, o pewnych kwestiach nie mówi się głośno, na pewno nie za publiczne pieniądze.
W Niemczech oskarżenia o antysemityzm, rozumiany szeroko jako krytyka wszelkich działań państwa Izrael, rzuciły się cieniem na documenta 15 w 2022 roku, notabene na długo przed atakiem Hamasu. Dzisiaj udział w jakiejkolwiek imprezie kulturalnej wspieranej przez tamtejsze publiczne pieniądze wiąże się ze zgodą na jakiś rodzaj cenzury. Z powodu kontrowersji wokół definicji antysemityzmu wydawało się nawet, że kolejna edycja documenta może się wcale nie odbyć. Hipokryzję niemieckich instytucji próbowała ujawnić na swojej retrospektywie w Berlinie fotografka Nan Goldin. Do protestu przeciwko uciszaniu głosów propalestyńskich czy sprzeciwiających się ludobójstwu w Gazie przyłączyły się setki artystów, którzy podjęli wyzwanie Strike Germany, porozumienia utworzonego na początku 2024 roku, nawołującego, by bojkotować publiczne instytucje w Niemczech. Strike Germany wsparła m.in. noblistka Annie Ernaux.
Sytuację w Gazie całkowicie przemilczało ostatnie Berlin Biennale. Nie spodziewam się niczego innego po zbliżającym się Manifesta w Zagłębiu Ruhry, gdzie na zaproszenie polskich kuratorów, Andy Rottenberg i Krzysztofa Kościuczuka, pojawi się cała plejada polskich artystów, z Bałką i Sasnalem na czele.
Pawilon Rosji w Giardini w 2022 roku stał pusty, dwa lata temu Moskwa wynajęła go zaś Boliwii, z którą wiążą ją interesy handlowe. Pawilon Izraela na zeszłej edycji Biennale pozostawał zamknięty decyzją artystów i kuratorów. Słusznie obawiano się protestów. Wygląda na to, że obecnie oba kraje chcą posłużyć się sztuką w toczącej się wojnie informacyjnej.
Nieliczni zwolennicy powrotu Rosji i Izraela na Biennale wysuwają argumenty o imprezie jako platformie dyskusji. Jednak trudno sobie wyobrazić, jak mają ze sobą rozmawiać artyści z Ukrainy i Rosji. Otwarcie kontrowersyjnych pawilonów nie będzie niczym innym jak akceptacją obecności izraelskiej i rosyjskiej propagandy. Co ze Stanami Zjednoczonymi? – pytają inni. Pytanie nie jest nieuzasadnione, prezydent Donald Trump razem z Binjaminem Netanjahu zaatakował niedawno Iran, wojna rozszerzyła się na inne kraje w regionie. Ale podnoszenie tej kwestii służy głównie relatywizacji – jeśli nie protestujemy przeciwko obecności USA, to dlaczego przeszkadza nam Rosja czy Izrael?
* * *
Gdy reprezentację Rosji dopuszczono do oficjalnego udziału w igrzyskach paraolimpijskich w Mediolanie, Telewizja Polska na czas przemarszu Rosjan i Białorusinów przerwała transmisję. W Wenecji też powinniśmy zrobić podobne gesty, a nawet więcej: zrezygnować z otaczającej wystawy ceremonialnej otoczki i picia szampana. Jeśli w imprezie rzeczywiście wezmą udział Rosja i Izrael, bawić się nie wypada. Artyści i kuratorzy nie mogą liczyć na to, że – niejako w ich imieniu – protestować będą aktywiści.
Dezaprobatę można pokazać na wiele sposobów. Można otworzyć wystawy po cichu, bez oficjalnego wernisażu, przemówień i wina. Można zrezygnować z udziału w imprezach i przyjęciach organizowanych przez samo Biennale. Do Wenecji nie muszą jechać polscy politycy; bulwersującej decyzji dyrekcji Biennale nie powinna legitymizować swoją obecnością w Wenecji ministra kultury Marta Cienkowska. Artyści i kuratorzy na znak protestu mogą odmówić przyjmowania nagród i wyróżnień.
Wreszcie Biennale to też imprezy towarzyszące, w tym wystawy organizowane przez naszych polskich krezusów. Rodzina Staraków tym razem organizuje w Wenecji wystawę Tadeusza Kantora i Marii Jaremy. Od nich też, skoro tak chętnie podpinają się pod prestiż imprezy i opalają się w weneckim blichtrze, możemy oczekiwać jasnego stanowiska. Czy byliby w stanie zrezygnować z hucznych otwarć i przyjęć, na które zwożą do Wenecji gości samolotami?
Nawet jeśli kierownictwo Biennale ugnie się pod międzynarodową presją, mleko się rozlało, a reputacja imprezy została istotnie nadszarpnięta. Nam pozostało podkreślać, że Biennale nie jest wyłącznie włoską imprezą. To święto należy do szerokiej międzynarodowej społeczności ludzi sztuki. Dlatego powinniśmy go bronić i tworzyć je na fundamencie bliskich nam podstawowych wartości.