W Tuchowie

Z okazji wydania książki z rysunkami Krzysztofa Maniaka („Maniak z natury”, red. Przemysław Jędrowski), powróciłem do jego rodzinnego Tuchowa, by na łamach „Dwutygodnika” opisać, jak wygląda jego tamtejsze solowe życie artystyczne.

Sztuka Maniaka nie ma jasno wyznaczonych granic, miesza się z tak zwanym życiem i z przyrodą, ma miejsce tam, gdzie aktualnie przebywa artysta. Rdzeń jego twórczości jest trudno uchwytny i nie da się go łatwo przyszpilić. To subtelne działania, dotyki, spacery, zbliżenia, zbieractwo, ocieractwo. Cykliczne powroty do ulubionych miejsc w lesie, wynajdywanie nowych, delikatne interwencje, zazwyczaj rozciągnięte w czasie, nawet na lata.

Równie ważną formą rozpowszechniania sztuki Maniaka co wystawy są publikacje. Podchodzi do nich z właściwą sobie dyscypliną. Na pierwszą z nich składały się wyłącznie fotografie – książka „Wybrane prace fotograficzne dokumentujące działania, interwencje i obserwacje Krzysztofa Maniaka w Tuchowie i okolicach w latach 2013–2019” pod redakcją Sebastiana Cichockiego powstała przy okazji wystawy w BWA w Tarnowie i Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej. W drugiej, wydanej w 2023 roku niedużej książeczce „Po naturze” nie było ani jednej ilustracji; swą sztukę Maniak przedstawił w formie krótkich tekstów – opowiadań i instrukcji. Nie były to odautorskie komentarze, Maniak traktuje tekst po prostu jako medium sztuki. Jednocześnie podkreśla przedmiotowość samych książek – obie zamknął na specjalnie zaprojektowanej drewnianej półeczce.

Narzucając swym książkom ograniczenia, Maniak problematyzuje więc samo medium. W książce fotograficznej można zobaczyć kilka zdjęć z działań ze znalezionym w lesie szkieletem sarny. W tekście zawartym w „Po naturze” – poznać cały proces, towarzyszące mu emocje, intencje, zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. Maniak pisze: „Głównie spacerowałem z sarną, robiąc jej zdjęcia. Otulałem ją kwiatami, zatapiałem w trawach, układałem na gałęziach drzew. Wiele z tych prób skończyło się niepowodzeniem”. Po roku zakopał szkielet w lesie niedaleko miejsca, w którym go znalazł (49°53’11.1’’N 21°02’06.7’’E). Czytając o szkielecie, trzeba go sobie wyobrazić. Artysta uzmysławia w ten sposób, że każda forma dokumentacji ma swoje ograniczenia, żadna nie jest pełna. Jakby sugerował, że chcąc doświadczać jego sztuki 1:1, musimy sami zacząć ją uprawiać. Tu znowu z pomocą przychodzą jego instrukcje.

Niedawno ukazała się jego trzecia książka – tom zatytułowany „Maniak z natury”, nad którym artysta pracował wraz z kuratorem Przemysławem Jędrowskim i grafikiem Marcinem Matuszakiem, założycielem niszowej oficyny Mono Duo Tri. Swą premierę książka miała w trakcie tegorocznego Warsaw Gallery Weekend w galerii BWA Warszawa. Jeśli nie liczyć krótkiego posłowia Jędrowskiego, książka ponownie ogranicza się do jednego medium – tym razem rysunku. Można ją nabyć w trzech różnych okładkach, a zebrany materiał opisują trzy hasła: ciemny las, pejzaże, spacery.

Książka daje dobry wgląd w rysunkowy dorobek Maniaka z ostatnich lat, indeks na końcu publikacji wymienia w postaci niewielkich ikonek jego wszystkie prace rysunkowe. Warto pamiętać, że jego rysunki są podwójnie zapośredniczone. Zawsze pracuje na podstawie fotografii, później jednak usuwa wykorzystane pliki. Rysuje od dekady, tworząc często pracochłonne wielkoformatowe prace na papierze, często z sobą w pejzażu, przez co możemy się z nim skonfrontować w skali 1:1. Większość z nich dzieje się w lesie, przypominają kadry z jego filmów czy fotografii. Jeśli rysunek również potraktować jako medium dokumentacji, stanie się jednak jasne, że jest znacznie bardziej subiektywny i podatny na emocjonalne manipulacje niż fotografia czy wideo. Rysunki w podobny sposób ukazują jego relację z naturą, ale Maniak gra tu atmosferą, las bywa przyjazny lub złowrogi, a miejsce człowieka wobec przyrody – bardziej wieloznaczne. Chociaż zawsze odsyłają do realnych miejsc i zdarzeń, to prace bliskie literackiej fikcji.

Praktyka Maniaka opiera się z jednej strony na obserwacji, z drugiej – na kształtowaniu własnego życia i najbliższego otoczenia, od biurka, przy którym pracuje, regału, w którym archiwizuje swoje publikacje i dokumenty, przez swój dom, ogród, ulicę, przy której mieszka, po otaczające Tuchów lasy i bezdroża, z dalekim widokiem na Beskidy.

To sztuka delikatnych, niewinnych zawłaszczeń, bez naruszania niczyich praw autorskich i własności. Za swe dzieło sztuki Maniak uznaje na przykład ulicę Spacerową (49°53’41.2’’N 21°03’59.8’’E). Nazwa ulicy, której był pierwszym mieszkańcem, a przy której od niedawna mieszka wraz z żoną i córką, została jej nadana w wyniku jego podania do urzędu. Maniak był w tym procesie po prostu obywatelem, ale też artystą. Dokumentacją faktu artystycznego jest korespondencja urzędowa, cały proces opisał zaś w książce „Po naturze”, zamieszczając w niej również listę wszystkich ulic w Tuchowie. Używając narzędzi administracyjnych, dostępnych dla każdego mieszkańca, Maniak konceptualnie zawłaszczył niedługą ulicę. Cieszy go, gdy na Spacerowej ktoś wyprowadza psa, wypełniając jej nazwę sensami.

Na ostatnich stronach „Maniaka z natury” nastrój książki wyraźnie się zmienia, dominująca wcześniej narracja gubi się, przestajemy śledzić głównego bohatera. Niespodziewanie pojawia się rysunkowy portret córki artysty Michaliny z kucykiem na czubku głowy, poważnej i zanurzonej w swoim świecie, w duchu dzieci portretowanych niegdyś przez Wyspiańskiego. Dalej przenosimy się zaś do „Parku w Tuchowie przy Spacerowej 1”. Oglądając rysunek na kilku detalach w książce, można nie dostrzec, że mamy do czynienia z ogromną pracą, 3 na 4,5 metra.

W jednej kompozycji Maniak zestawił różne prace zrealizowane w sąsiedztwie swego domu przy Spacerowej. O ile jego interwencje w naturę są zazwyczaj efemeryczne, na własnym podwórku pozwala sobie na tworzenie bardziej trwałych rzeźb. Pracuje tu od prawie dekady, posadził pole tarniny, własnoręcznie usypał spiralny kopiec i kilka innych form z ziemi. Jest tu rzeźba z metra sześciennego drewna i specjalnie wybrany „Kamień ogrodowy” – ważący ponad tonę piaskowiec, częściowo opracowany przez artystę. Raz do roku Maniak formuje też rzeźbę ze skoszonego na działce siana, która powoli niszczeje, zanim rok później nie powstanie nowa – rzeźbiarski cykl rozpisany jest na 10 lat, ostatnia sianowa rzeźba powstanie w 2028 roku. Wszystko tu jest sztuką, z ogrodzeniem działki włącznie, ale obiekty przy Spacerowej równie dobrze można by postrzegać jako dziwactwa ekscentrycznego Tuchowianina. Maniak nie stawia tu tabliczek z podpisami.

Na Spacerowej jest też jednak tylna furtka (49°53’41.9’’N 21°03’56.5’’E), którą można wyjść na ulicę, oraz – z drugiej strony – podkop pod siatką (49°53’42.3’’N 21°03’58.3’’E). Na rysunku artysta, którego rozpoznajemy po czarnych dresach i białych adidasach, używa owego przekopu, jakby próbował niepostrzeżenie wrócić do lasu.

Słowo „niepostrzeżenie” jest tu być może kluczowe. Rysunki zebrane w nowej książce uwypuklają motyw skradania się i podchodów. W Tuchowie lasów nie ma jednak zbyt wiele. Spacerowanie Maniaka nie polega więc wcale na gubieniu się w naturze, lecz unikaniu miejsc zagospodarowanych przez człowieka. O swoim chodzeniu pisał, jakby notując instrukcję adresowaną do samego siebie: „Przechadzać się miedzami, obrzeżami pól, wzdłuż rzek, strumieni czy płotów, nie wchodząc na tereny prywatne i unikając asfaltowych dróg. / Nie wzbudzać takim chodzeniem podejrzeń”.

Niewzbudzanie podejrzeń jest bardzo trudnym zadaniem.

CAŁY TEKST DO PRZECZYTANIA LUB ODSŁUCHANIA NA STRONIE „DWUTYGODNIKA”.