Gusmão w Zachęcie

W miniony weekend w „Dwutygodniku” ukazała się moja recenzja wystawy „Śladami białego tygrysa” João Marii Gusmão w Zachęcie. Zdążyłem z tekstem rzutem na taśmę, gdy wystawa już się zamykała.

Z portugalskim artystą pracował kurator Matthew Post (Post Brothers). Matthew uprawia rzadko dziś spotykany model kuratorstwa. Po pierwsze, blisko towarzyszy artystom. Po drugie, jego kuratorska perspektywa zmierza bardziej w stronę komplikowania niż upraszczania obrazu. Post raczej mnoży konteksty, czego wyrazem był towarzyszący wystawie folder. Wobec ciągłej presji, by sztukę wyjaśniać, tłumaczyć – najlepiej hasłowo – wyobrażonemu masowemu odbiorcy o równie wyobrażonych kompetencjach kulturowych, jest to postawa wręcz odświeżająca.

Poniżej kilka fragmentów tekstu:

Kilkanaście pracujących jednocześnie projektorów energicznie przewija taśmę filmową. Panuje tu rumor jak w fabryce. To nie dyskretny szum cyfrowego rzutnika z ledwo słyszalnym wiatraczkiem chłodzącym jego wnętrze, lecz nieustanne turkotanie mechanicznych elementów, obracających się trybików, kół zębatych i taśmy w jej nieprzerwanym ruchu, przebiegającej szybko przed obiektywem klatka po klatce, tak by kadry układały się w ruchomy obraz. Rzutniki pracują tak ciężko, że raz na jakiś czas trzeba im wszystkim zrobić fajrant, by mogły odpocząć. Wtedy wystawa zanika, milknie jak opuszczony zakład produkcyjny.

Sam proces wyświetlania filmu zostaje tu poddany analizie. Gusmão interesują bowiem materialne aspekty filmowania i projekcji. Testuje je i podczas kręcenia filmów, i na wystawie. Często sięga po proste środki manipulowania obrazem i filmowej iluzji, łatwe do rozszyfrowania przez widzów. Wszystko oglądamy w zwolnionym tempie. Gusmão osiąga ten efekt, używając kamery szybkoklatkowej.Nakłada obrazy z dwóch lub trzech rzutników jednocześnie, stosuje filtry, częściowo przesłania obiektywy projektorów.

Oglądanie wystawy zamienia się więc w zabawę w rozwiązywanie tych rebusów. Zupełnie jak na ekspozycjach sztuki opartowej czy kinetycznej, gdzie widzowie próbowali odgadywać proste sztuczki stosowane przez artystów. W czasach gdy nie było jeszcze komputerów i cyfrowych rzutników, które dziś produkują tak zwane wystawy immersyjne, tacy artyści jak Julio Le Parc czy Jesús Rafael Soto osiągali hipnotyczne niemal efekty dzięki kilku prostym elementom, lustrom, no i znajomości praw fizyki. U Gusmão jest podobnie.

Gdyby ta wystawa powstała kilkadziesiąt lat temu, pewnie uznano by ją za opowieść o filmowej iluzji i możliwościach manipulowania obrazem, rodzaj przestrogi, by obrazowi za bardzo nie ufać. Dziś jesteśmy jednak gdzie indziej, tę nieufność wysysamy z mlekiem matki. Wystawa Gusmão działa inaczej – przynosi rodzaj ukojenia.

Przyzwyczailiśmy się do szybkiego przewijania kolejnych filmików, które pojawiają się nie wiadomo skąd na ekranach naszych smartfonów; trudno rozpoznać, co jest „prawdziwe”, a co wykreowane przez AI, dlaczego to oglądam, kto za tym stoi i kto zarabia na tym, że to oglądam. W naszym codziennym zagubieniu stosowana przez Gusmão prostota rozwiązań, skupienie na materialności filmu daje chwilę wytchnienia, ulgi, wyrywa z nieustannego natłoku obrazów wygenerowanych głównie po to, by jak najdłużej utrzymać nas przed ekranem telefonu.

Wystawa nie tyle kreuje iluzję, ile ujawnia mechanizmy tworzenia obrazów. Nie ma tu jednak żadnego demaskatorstwa. To nostalgiczna błogość posługiwania się medium, które niczym nam już nie zagraża, nie ma potrzeby zastanawiania się, jak wpłynie na świat, na nas, na sztukę.

To uczucie bywa jednak złudne. W pracy „Naprawianie butów Marca & Warsaw Industry Automatica” na jednym ekranie Gusmão nakłada na siebie dwa czarno-białe filmy o nieznacznie różnej długości. Ponieważ nie są ze sobą zsynchronizowane, na ekranie nigdy nie oglądamy dwóch takich samych obrazów. Jeden z filmów przedstawia nagrania wykonane u szewca naprawiającego męski pantofel, drugi – pokaz pracy robotów podczas targów automatyki przemysłowej. Z jednej strony praca fizyczna przynosząca konkretny efekt – but, z drugiej – pokaz sprawności robotów, pozbawiony realnych efektów. Przeszłość i przyszłość.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY NA STRONIE „DWUTYGODNIKA” – DO PRZECZYTANIA LUB ODŁSUCHANIA