Kolekcjoner

zmijewski-kolekcjoner

Na stronie Dwutygodnika w tekście „Kolekcjoner koślawych ruchów”, recenzuję wystawę Artura Żmijewskiego „Kolekcja” w Fundacji Galerii Foksal. Składają się na nią nowa wideoinstalacja, „Kolekcja” właśnie, oraz dwie studenckie prace, w tym złowrogi „Młot do zabijania ludzi”. Wystawa stała się dla mnie pretekstem, by opowiedzieć o kilku innych wczesnych rzeźbach Artura, ale też o jeszcze mniej znanym rozdziale jego twórczości – poezji z początku lat 90. Cytuję dwa wiersze, w tym ten doczepiony do „Młota”, ale jeśli ktoś jest bardziej zainteresowany tematem, polecam lekturę katalogu wystawy poezji „Na pięknej łące puszczam w kosmos seryjne białe stolce”, którą Żmijewski zorganizował w 1994 roku w Kinie Stolica, a także zinu „Gaz-eta”, wydanego na ksero przez Żmijewskiego i jego kolegów. Materiały te dostępne są w Archiwum Kowalni na stronie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. W tym samym miejscu można obejrzeć wspominane przeze mnie studenckie prace Żmijewskiego, które nie zostały zilustrowane w samym tekście: „Pojazd” (tron na kółkach z muszlą klozetową), pracę dyplomową „40 szuflad” (obecnie w kolekcji Zachęty Narodowej Galerii Sztuki). I generalnie zachęcam do pogrzebania w tym archiwum.

O nowej pracy Żmijewskiego, „Kolekcji”, piszę:

„W Fundacji Galerii Foksal otaczają nas czarno-białe filmy, wyświetlane na ścianach. Ich bohaterami są osoby niepełnosprawne ruchowo – chore na stwardnienie rozsiane, pląsawicę Huntingtona czy porażenie mózgowe. Każdej postaci poświęcony jest osobny krótki film.

Artur Żmijewski filmuje ich we wnętrzach i na ulicy. Widzimy ich na klatkach schodowych, na tle ściany, na przejściu dla pieszych. Niektórzy idą na spacer, a nawet biegną, jeśli pozwala im na to choroba. Ale robią to nieudolnie, niezgrabnie. Często używają kuli. Nawet proste stanie sprawia im kłopot, chwieją się wtedy i chwytają za parapet; muszą się o coś oprzeć, a czasami skorzystać z pomocy samego artysty. Niektórzy potrafią samodzielnie przejść zaledwie kilka metrów. Jeden z bohaterów ma trudność z utrzymaniem parasola w dłoni. Filmom nie towarzyszy żadna ścieżka dźwiękowa. W sali słychać tylko delikatny szum projektorów”.

Kowalnia 1985-2015

 

DSC02860.JPG

Właśnie dotarła do mnie książka „Kowalnia 1985-2015”, którą otwiera mój tekst poświęcony tytułowej pracowni. Nie wiem, jak będzie wyglądała dystrybucja, ale oficjalna premiera książki odbędzie się w Katowicach w przyszłym miesiącu.

Dlaczego akurat w Katowicach? Bo książkę o pracowni Grzegorza Kowalskiego, zjawisku stricte warszawskim, wydała tamtejsza Akademia Sztuk Pięknych. Może się to wydawać absurdem, ale to wszystko dlatego, że właśnie w galerii katowickiego ASP, Rondzie Sztuki, zorganizowano dwa lata temu poświęconą Kowalni wystawę. (Niestety jej nie widziałem.)

DSC02859.JPG

Książka jest okazała, prawdziwa cegła. Ale to głównie jej dwujęzyczność wymusza taki gruby format. W środku polecam przede wszystkim dosyć bogato ilustrowane, drobiazgowo opracowane kalendarium, przygotowane przez niezawodną Marylę Sitkowską. Takie kalendarium to skarb, źródło wiedzy dla historyków sztuki na długie lata. Powstanie książki było też możliwe, bo Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie kilka lat temu kupiło i opracowało Archiwum Kowalni, dostępne zresztą na stronie internetowej, więc wiedzę i materiał ilustracyjny zebrany w tomie można sobie tam poszerzyć o materiały źródłowe.

Mój tekst jest rodzajem podsumowania wiedzy o Kowalni – w końcu zajmowałem się tym tematem dosyć długo. Moja praca magisterska dotyczyła „Czerei”, pisma wydawanego na studiach przez Artura Żmijewskiego. Potem wielokrotnie współpracowałem z Grzegorzem Kowalskim, zdarzało mi się jeździć na plenery Kowalni do Dłużewa, obserwować z bliska „Obszar Wspólny, Obszar Własny”. Kilka razy pisałem teksty do katalogów wystaw, przygotowywanych przez Kowalskiego i jego studentów.

DSC02862.JPG

Na pewno takiego podsumowania brakowało. Książka dociągnięta jest niemal do dziś – dotyczy więc też okresów, gdy Kowlanią interesowało się mniej. Ale też na jednej stronie można obejrzeć np. świetnie znane prace Althamera czy Żmijewskiego obok prac ich mniej znanych kolegów na ten sam temat, rzeźby tego samego modela.

Grzegorz Kowalski zapowiada ostateczne odejście na emeryturę, więc przyszedł czas na takie podsumowania. Ale trochę mu nie wierzę, bo mówił o tym od dawna i uczył dalej.