Sposoby widzenia

Na łamach „Dwutygodnika” recenzuję nową odsłonę stałej kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi, zatytułowaną „Sposoby widzenia”.

Nowy dyrektor muzeum Daniel Muzyczuk, jeszcze przed wygraniem konkursu, gdy tylko „pełnił obowiązki”, priorytetem uczynił odbudowanie stałej wystawy. Do tego zadania zaangażował wyraźnie odmłodzony zespół kuratorów, który poza nim samym współtworzyli Jakub Gawkowski, Paweł Polit, Katarzyna Różniak-Szabelska i Franciszek Smoręda. Kryzys stał się więc okazją, by przyjrzeć się kolekcji młodszym okiem, postawić przed nią nowe pytania, prześledzić najnowsze badania historyków i historyczek sztuki. 

Typowy dla Muzeum Sztuki pozostaje sposób budowania narracji – erudycyjny, oparty na teorii i analizie. Tytuł „Sposoby widzenia” przeciętnym widzom nie będzie się z niczym kojarzył, wydaje się dosyć prosty. Ale zapożyczony został z głośnej książki Johna Bergera, pośrednio nawiązuje też do Władysława Strzemińskiego i jego traktatu „Teoria widzenia”. Staraniem Muzeum Sztuki i samego Muzyczuka najważniejsza książka Strzemińskiego doczekała się wreszcie angielskiego tłumaczenia, wstrzymanego wcześniej bez specjalnego powodu przez dyrektora Biernackiego.

Być może z tej teoretycznej bazy wynika dosyć suche podejście do samego konstruowania wystawy. Zachwyci nas z pewnością teatralne, dramatyczne wręcz zestawienie „Trudnego wieku” Szapocznikow i malowidła Kateryny Lysovenko w tle. Ale na wystawie nie doświadczymy zbyt wielu podobnie wysokich amplitud emocji, nie ma tu efektów „wow”, zaskoczeń, to raczej spokojnie prowadzony wykład. 

[…]

„Sposoby widzenia” cechuje intelektualna dyscyplina, z której znane były też poprzednie pokazy łódzkiej kolekcji. Jej efektem jest rozdrobnienie wystawy na aż 13 części. Najważniejsze jednak, że kuratorzy Muzeum Sztuki w centrum stawiają nas, widzów. Analizują, w jaki sposób przyglądamy się swemu otoczeniu, jak percypujemy świat, jak może nam w tym pomóc sztuka. Za swoim patronem Władysławem Strzemińskim Muzeum przypomina: neutralne spojrzenie nie istnieje. 

W „Teorii widzenia” Strzemiński dowodził, że sposób, w jaki patrzymy i postrzegamy rzeczywistość, nie jest neutralny, lecz zdeterminowany kulturowo. Inaczej patrzono więc w średniowieczu, baroku, inaczej patrzyła historyczna awangarda. To przekładało się na sztukę i jej percepcję. Można nawet powiedzieć, że inaczej patrzyli na to samo dzieło zwiedzający Muzeum Sztuki, gdy instytucja powstała jako pierwsze muzeum sztuki nowoczesnej w Europie w latach 30. XX wieku, a inaczej patrzymy na to samo dzieło współcześnie. I Berger, i Strzemiński analizowali widzenie nie tylko jako czynność wielozmysłową, ale przede wszystkim zdeterminowaną kulturowo i historycznie.

[…]

Osoby, które od lat śledzą zmiany w Muzeum Sztuki w Łodzi, zauważą jednak w obecnej odsłonie kolekcji istotne zmiany. Poprzednie prezentacje wśród bogatych zbiorów muzeum wyraźnie wskazywały na najważniejszych twórców i twórczynie. Muzeum Sztuki zawsze miało swoich głównych bohaterów i bohaterki. Na pierwszym planie znajdowali się oczywiście Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński oraz inni awangardziści, ale wyróżnione miejsca zajmowali tu również Alina Szapocznikow, Warsztat Formy Filmowej i Józef Robakowski, Edward Krasiński czy Mirosław Bałka. Ich prace były w szczególny sposób obecne na stałej wystawie, tworzyły rodzaj kanonu polskiej sztuki XX wieku. 

[…]

Efektem utarczek z kanonem jest dosyć swobodne podejście do sztuki awangardowej i zbioru, który leży w sercu zbiorów Muzeum Sztuki, czyli kolekcji grupy a.r. Mimo odniesień do Strzemińskiego w koncepcji całej wystawy przemilcza ona historię samego muzeum. To zadanie zostaje pozostawione Sali Neoplastycznej i jej otoczeniu w MS1. Żadna z „kapsuł” nie dotyczy historycznej awangardy, powstania muzeum czy w ogóle czasów przedwojennych. Jakby historia muzeum zaczęła się wraz z „Teorią widzenia” Strzemińskiego. Żadna z prac z kolekcji a.r. nie zostaje wyodrębniona, wyróżniona. Z awangardą raczej wciąż się tu wchodzi w dialog, dyskutuje, podważa. 

Ten stosunek muzeum do swego dziedzictwa oddaje praca słoweńskiego kolektywu IRWIN, zresztą centralna dla wystawy. „Zwłoki sztuki” (2003–2004) to instalacja rekonstruująca niektóre elementy pogrzebu Kazimierza Malewicza, z charakterystyczną suprematystyczną trumną i leżącą w nim kukłą martwego artysty, czarnym kwadratem na obrazie oraz – dla kontrastu – świeżymi liliami w wazonie, ilustrującymi przemijalność trendów, w tym historycznej awangardy.

CAŁA RECENZJA NA STRONIE „DWUTYGODNIKA”