Z muzeum na aukcję

Na łamach „Dwutygodnika” opisuję skomplikowane losy rzeźby „Chłopiec i orzeł” Mirosława Bałki oraz jak z kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie szybko wylądowała na aukcji w Desie. Bohaterkami tego dramatu poza samym artystą są Anda Rottenberg, Joanna Mytkowska oraz Fundacja Egit. Nie udało mi się niestety odpowiedzieć na pytanie, kto na tych ruchach zarobi. Poniżej kilka fragmentów tekstu:

W całej sprawie chodzi o często trudny i konfliktogenny styk publicznego i prywatnego, historię muzeum, uznanie zasług, no i oczywiście o pieniądze. Półtora miliona piechotą nie chodzi. […]

Od początku to Anda Rottenberg była twarzą projektu „muzeum”. To ona o nie zabiegała i – jak sama podkreślała – zbierała dzieła dla przyszłego muzeum w czasach, gdy pomysł wydawał się jeszcze mrzonką. Przez wiele lat kolekcja Fundacji Egit była przedstawiana jako zalążek przyszłego muzeum sztuki współczesnej i była ważną częścią autonarracji Rottenberg. Gdy muzeum zostało wreszcie powołane, Rottenberg została wicedyrektorką instytucji w budowie, przy mało znanym w środowisku sztuki współczesnej dyrektorze Tadeuszu Zielniewiczu. Rottenberg odeszła z muzeum wraz z Zielniewiczem w proteście przeciwko projektowi Christiana Kereza, który wygrał pierwszy konkurs architektoniczny. Wietrzono wówczas szwajcarski spisek. 

Wcześniej jednak odpowiedzi na pytanie, co mogłoby pokazywać przyszłe muzeum, dostarczała przygotowana wiosną 2005 roku przez Dorotę Monkiewicz wystawa „Potencjał” w budynku Metropolitan, wtedy jeszcze niewypełnionym biurami, nowoczesnym, nagradzanym biurowcu starchitekta sir Normana Fostera. Nowe muzeum też miała projektować jakaś zagraniczna sława, najlepiej Zaha Hadid. Podczas wernisażu po wystawie przechadzał się sam Lech Kaczyński.

Monkiewicz pisała wówczas, że na rzecz przyszłego muzeum „były i wciąż są zbierane kolekcje polskiej sztuki współczesnej, czekające – czasami od dziesięcioleci – na swoją premierę w stałej, publicznej ekspozycji, na miejsce w przyszłych zbiorach nowego muzeum. Na razie pozostają one tylko niewidocznym i nieznanym potencjałem”. By stworzyć wystawę, czerpała z kolekcji publicznych i prywatnych, od Zachęty, przez Zbiory Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego, po Fundację Sztuki Polskiej ING, no i oczywiście Egit. W przyszłym muzeum mieliśmy oglądać prace polskich artystów: Kantora, malarzy Gruppy i wciąż wówczas młodych Wilhelma Sasnala czy Pawła Althamera. Na tej „symulacji stałej ekspozycji przyszłego muzeum” nie mogło też oczywiście zabraknąć Mirosława Bałki. 

Przy okazji wystawy „Potencjał” Rottenberg napisała „Krótką historię dwóch małych kolekcji z widokiem na wielkie muzeum”, którą zamieszczono w towarzyszącym wystawie nieporęcznym folderze. Miała na myśli Fundację Egit oraz Fundację Instytut Promocji Sztuki, które „powstały z myślą o przyszłym muzeum sztuki współczesnej, którego budowę postulowałam publicznie jeszcze w roku 1981, na fali posierpniowego entuzjazmu”. Wspominała wówczas, że Ryszard Egit zaproponował jej stworzenie „prywatnej, niezależnej instytucji, która pozwoli zachować na lepsze czasy powstające wówczas dzieła i – być może – przygotować się do budowania zrębów przyszłego muzeum”.

Obie rzeźby Mirosława Bałki z kolekcji Fundacji Egit, które znalazły się też na wystawie „Potencjał”, zostały w ostatnich latach sprzedane na aukcjach. „Kain”, który od początku lat 90. przechowywany był w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, po wycofaniu z depozytu w 2021 roku osiągnął cenę 2 milionów złotych. Podobny los po wielu latach w publicznych instytucjach spotkał „Chłopca i orła”.

[…]

„W pierwszych latach istnienia muzeum podchodziliśmy do budowania kolekcji swobodniej”, mówi Joanna Mytkowska, dyrektorka MSN-u od 2007 roku. „Po 2011 roku z reguły przestaliśmy przyjmować depozyty, bardzo na nie uważamy”. W ostatnich latach muzeum zrobiło wyjątek dla rzeźby Aliny Szapocznikow „Przyjaźń”, a właściwie jej destruktu. Przedstawiająca dwóch mężczyzn w przyjaznym uścisku i wspólnie trzymających sztandar rzeźba pierwotnie stała w holu Pałacu Kultury i Nauki. Sprzedana na aukcji w Desie za 1,7 miliona złotych, została przekazana przez prywatnego kolekcjonera w depozyt do MSN-u. To dzieło szczególne, niezwykle ważne dla narracji nowej instytucji i jego symbolicznego umiejscowienia w Warszawie. 

[…]

Nic dziwnego, że instytucje przestają ufać depozytom. Ostatecznie liczą się fakty. Niezależnie od tego, czy chodzi o pieniądze czy o urażone ego, na naszych oczach upada mit kolekcji, która miała stanowić podwaliny muzeum. Sprzedaże rzeźb Bałki przywołują też pytanie o przyszłość innych prac ze zbiorów Fundacji Egit, które wciąż znajdują się w depozytach MSN-u i Zachęty. Obie instytucje uważnie się im przyglądają i na pewno obawiają, czy w pewnym momencie fundacja ich również nie wycofa. Ale też zastanawiają się, czy w takim wypadku warto szukać grubych pieniędzy na ich wykup.

W sprawie „Chłopca i orła” spotykają się dwie epoki – czasy transformacji, w których – cytując Rottenberg – „nie myślało się o formalnych sprawach”, oraz potransformacyjne, w których publiczne instytucje muszą sprostać standardom transparentności i przestrzegania procedur, zwłaszcza wobec presji rynkowej. Możemy uznać transformację za zakończoną, ale instytucje pewnie jeszcze jakiś czas będą po niej sprzątać. 

CAŁY TEKST DOSTĘPNY NA STRONIE „DWUTYGODNIKA”.

Co po MSN-ie

Przy okazji otwarcia nowej siedziby Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie na łamach Oko.Press rozmawiamy z Romanem Pawłowskim o tym, co się zmieniło w polskim świecie sztuki w ostatnich latach.

Czyli warto było wydać 640 milionów złotych?

Trudno mi ocenić inwestycję pod względem kosztów, ale jest to coś, na co czekaliśmy od przynajmniej 20 lat.

Jeszcze na etapie projektowania w środowisku sztuki pojawiały się wątpliwości, czy w Warszawie powinny działać trzy duże publiczne instytucje o podobnym profilu, zajmujące się sztuką współczesną: MSN, Zachęta i Centrum Sztuki Współczesnej. Były uzasadnione?

Policz, ile w Warszawie jest teatrów i wtedy wróć do mnie z tym pytaniem.

Publicznych scen jest 19, wliczając teatry lalkowe i muzyczne. Od lat trwa dyskusja, czy nie jest ich zbyt wiele.

Mówiąc zupełnie poważnie, te wątpliwości raczej pochodzą spoza środowiska artystycznego. Od dekad istniała potrzeba powołania takiej instytucji jak MSN. Europejskie miasta podobnej wielkości co Warszawa mają po kilka instytucji poświęconych sztuce współczesnej. Przypomnijmy sobie moment, kiedy podpisywano umowę na powstanie tego muzeum, gdy w 2005 roku ogłoszono pierwszy konkurs architektoniczny. Oczywiście, wydawało nam się, że to potrwa kilka lat.

Otwarcie MSN miało nastąpić pierwotnie w 2012 roku. Ale w 2007 roku miasto zerwało współpracę z projektantem Christianem Kerezem i dopiero w 2014 roku wyłoniono nowego architekta budynków MSN i TR Warszawa Thomasa Phifera.

20 lat temu otoczenie sztuki współczesnej w Polsce wyglądało zupełnie inaczej, sieć galerii była o wiele mniejsza. W Warszawie były wtedy CSW, Zachęta i Galeria Foksal. Pierwsze kroki stawiały galerie prywatne, takie z prawdziwego zdarzenia o międzynarodowym znaczeniu, jak Fundacja Galerii Foksal i Raster. Ale poza tym nic nie było.

Dzisiaj mamy w Warszawie ponad 30 galerii prywatnych. Jest mnóstwo inicjatyw oddolnych, co pokazuje festiwal FRINGE WARSZAWA, odbywający się równolegle do Warsaw Gallery Weekend. W tym roku wzięło w nim udział kilkadziesiąt niezależnych galerii.

Ten proces dotyczy nie tylko Warszawy. W całej Polsce powstało w ostatnich latach ponad 70 niezależnych inicjatyw wystawienniczych. Byłem w październiku na Wrocław Off Gallery Weekend, w którym biorą udział wyłącznie niezależne inicjatywy. W tym roku w programie było ich 20! Tego typu festiwale są także w Krakowie czy Gdańsku. To zjawisko ogólnopolskie.

Pojawiają się powoli instytucje prywatne, na razie jeszcze nie są to prywatne muzea sztuki, ale fundacje, działające w oparciu o prywatne kolekcje. Rosnąca liczba dzieł, które są w obiegu i coraz liczniejsze grono zainteresowanych osób pokazują, że to muzeum jest niesłychanie potrzebne.

Skąd ten boom? Czy to skutek bogacenia się polskiej klasy średniej, czy efekty pracy instytucji?

Jedno i drugie. Niewątpliwie wielką pracę wykonali galerzyści, łowiąc potencjalnych kolekcjonerów wśród zamożniejszej części społeczeństwa. Ale ważne były też działania instytucji publicznych, czego dowodem rosnąca z każdym rokiem liczba zwiedzających muzea i galerie.

Jaką pozycję zajmie MSN wobec Zachęty i CSW?

To MSN będzie wyznaczało kierunek, inne instytucje będą musiały się do niego odwoływać. 

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W OKO.PRESS