Paolozzi

paolozzi1
Eduardo Paolozzi, „Ryba”, ok. 1946

Przy wystawach-blockbusterach, których w Londynie sporo (od Roberta Rauschenberga i Wolfganga Tillmansa w Tate Modern, przez Davida Hockneya w Tate Britain, po rewolucję radziecką w Royal Academy), retrospektywa Eduardo Paolozziego w Whitechapel trochę schodzi w cień.

A Paolozzi był jednym z pionierów brytyjskiego pop artu, znany głównie ze swych kolaży. Technika kolażowa i asamblażowa pozostawała właściwie modus operandi całej jego twórczości, niezależnie czy działał w grafice, rzeźbie, czy dizajnie. W 1952 roku w londyńskim Institute of Contemporary Art dał słynny wykład „Bunk!”, którym zaskoczył zebraną publiczność. Nie odezwał się słowem, a jedynie pokazał długi zestaw slajdów, złożony z kolaży i wycinków prasowych – reklam samochodów, pin-up girls czy okładek książek science-fiction, krótko mówiąc – motywów, zapożyczonych z kultury popularnej. Obecni tam zapamiętali, że zmieniającym się szybko obrazom towarzyszył tylko głośne sapanie Paolozziego.

paolozzi4.jpg

Nigdy nie udało mu się jednak stworzyć kolażu na miarę słynnej pracy Richarda Hamiltona „Co właściwie sprawia, że nasze mieszkania są tak odmienne, tak pociągające” z 1956, który znalazł się na okładce wystawy „This Is Tomorrow”, właśnie w Whitechapel, a od której datuje się pojawienie się brytyjskiego pop artu.

Rzeźby z brązu, sprawiające wrażenie złożonych z przemysłowych resztek, które wcześnie przyniosły Paolozziemu sławę i które pokazywał między innymi na biennale w Wenecji, dzisiaj niemal całkowicie straciły swą siłę rażenia. Co innego jego wczesne prace na papierze z lat 40. i początku lat 50., które wydają się kwintesencją sztuki tamtego okresu. Jeszcze ciekawsze są prace założonej przez Paolozziego i Nigela Hendersona Hammer Prints Lts., firmy projektowej, zajmującej się tworzeniem wzorów dla tapet, tkanin, ceramiki czy mebli. Stąd na wystawie obok rzeźb Paolozziego stoi manekin w sukience z jego wzorem.

paolozzi3
Eduardo Paolozzi, „Avant-Garde?!”, 1971

W późniejszej twórczości to też nie rzeźba, lecz właśnie serigrafia okazuje się najbardziej płodna. Coraz bardziej barwna, rozbudowana, ale też naśmiewająca się z modnych trendów w sztuce. „Avant-Garde!?” ironicznie pytał Paolozzi w pracy z 1971 roku, wpisując w poszczególne litery zabawne, skatologiczne wręcz postacie. Sam jednak jako artysta stawał się powtarzalny, cynicznie grając na metce pop artu, którą raz na zawsze mu przystawiono.

Na parterze Whitechapel poznajemy artystę, który poszukuje, na piętrze – artystę w kolażowo-asamblażowym ślepym zaułku.