Mansudae

mansudae2

Made in DPRK? Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem taki napis na jakimkolwiek produkcie. A tymczasem to sztuka okazuje się ważnym towarem eksportowym Korei Północnej. Za tym sukcesem, ponoć liczonym w dziesiątkach milionów dolarów rocznie, stoi fabryka sztuki Mansudae z Pjongjangu. W pekińskiej dzielnicy sztuki 798 odwiedziłem jedyną poza samą Koreą galerię sprzedającą jej produkty.

Brzmi to kuriozalnie, ale sztuka z Korei Północnej wydaje się naturalnym uzupełnieniem 798. Sztuka wysoka miesza się tu przecież z kiczem, mydło z powidłem, a wspólnym mianownikiem jest chiński polityczny pop.

mansudae3

798 zajmuje tereny byłej fabryki, galerie okupują efektowne pofabryczne pomieszczenia z charakterystycznymi pilastymi dachami, a niektóre zachowały nawet jako historyczne pamiątki napisy z czasów rewolucji kulturalnej wychwalające Mao jako czerwone słońce naszych serc, tuż nad pracami współczesnych artystów. Co krok można się tu natknąć na nieznośne rzeźby Sui Jianguo, np. bezgłowego Mao, z którego pozostał już tylko charakterystyczny Mao-garniturek, no i w każdym straganie można kupić komunistyczne pamiątki. Jedna z najważniejszych galerii w 798 nazywa się nawet Long March (Długi Marsz).

Sztuka chińska przemieliła historię w rodzaj pop-nostalgii, przez której kolorową, rozrywkową maskę tylko czasami przedostaje się nuta poważniejszej refleksji. Korea Północna ze swoją sztuką w komercyjnych realiach „socjalizmu o chińskiej specyfice” świetnie wpisuje się również w ten amnezyjny trend.

mansudae4

Przed galerią Mansudae, zwaną szumnie „muzeum”, stanął zresztą pomnik, który tu wypada prawie tak ironicznie jak chiński pop. Na wysokim postumencie, jak tym spod warszawskiej Nike, wznosi się Chollima, legendarny skrzydlaty koń (nieprzypadkowo Chollima to też marka północnokoreańskich ciężarówek i autobusów). To mniejsza wersja pomnika, wyprodukowanego oczywiście przez Mansudae, który stanął w 1961 roku w Pjongjangu z okazji 49. urodzin Kim Ir Sena, „wiecznego prezydenta” KPRD.

Nie wiem, czy Koreańczycy mają pełną świadomość tej ironii. Bo galeria jest całkiem na poważnie. Mansudae sprzedaje tu swoje obrazy, rzeźby, hafty, w mnogości technik i wymiarów.

mansudae7

mansudae8

Fabryka powstała w 1959 roku. Chwali się tym, że zatrudnia 4 tysiące osób, w tym tysiąc artystów, w największym na świecie centrum produkcji sztuki. Swego czasu miała monopol na portrety rodziny Kimów. Od jakiegoś czasu sprzedaje też poza Koreą, a głównymi klientami północnokoreańskiej fabryki są Chińczycy, nie tylko zresztą w pekińskiej galerii. Chińczycy przywożą północnokoreańską sztukę jako pamiątki z wycieczek do KRLD, ale też z przygranicznego miasta Dandongu. Rynek Mansudae jest jednak znacznie szerszy, fabryka ma też swego włoskiego marszanda. Sztuka północnokoreańska jest po prostu tańsza, a dla Pjongjangu jest źródłem cennych dewiz.

mansudae5

mansudae9

O Mansudae zrobiło się głośno jakiś czas temu przy okazji nowych sankcji nałożonych na KRLD. Dotknęły one również produkcję Mansudae, która – jak się okazało – stawiała też pomniki na zlecenie w kilkunastu afrykańskich państwach. ONZ oskarżał Koreę o budowanie tam również infrastruktury militarnej pod przykrywką sztuki, zakazując w 2016 roku pomnikowego biznesu. Pekińska galeria twierdziła, że jej te sankcje nie dotyczą. Oficjalnie mówi się tu o sztuce, która buduje „mosty porozumienia”.

Mosty czy nie-mosty, galeria Mansudae w 798 zawiodła moje oczekiwania. Liczyłem na jakąś mięsistą propagandę. Najwyraźniej Kim Dzong Un zachowuje ją dla swoich rodaków. Zagranicznym klientom pozostawia słodkie krajobrazy z zaróżowionym niebem, romantyczne jesienne lasy ze skrupulatnie wyrysowanymi listkami drzew, wieśniaczki karmiące kurczaki, a nawet tygrysy. No i pewnie wszystko to, czego sobie zażyczy klient.

mansudae11

mansudae1

Tylko jeden pokazywany w galerii obraz zdradza wyraźnie komunistyczne klimaty. Na kilku metrach przedstawia budowę rurociągu (ale mogę się mylić). Robotnicy tłoczą się jak mrówki. Mimo że jest tu kilka maszyn, większość pracy wykonywana jest ręcznie i chaotycznie, co nie wróży dobrze budowie.

Dla mniej zamożnych pozostają koreańskie znaczki pocztowe, również sprzedawane w galerii, głównie z motywem przyjaźni między ChRL i KRLD. Ja także chciałem sobie przywieźć pamiątkę z tej krótkiej wizyty w KRLD, ale skończyłem na zestawie pocztówek z północnokoreańskiego resortu. Dopiero po wyjściu z Mansudae zdałem sobie sprawę, że wydanymi tu trzydziestoma juanami wsparłem reżim Kima.

Yin Xiuzhen, Back to the End

 

yin4.jpg

Słynna pekińska artystyczna dzielnica 798 to jedno z bardziej przygnębiających miejsc związanych ze sztuką, jakie do tej pory odwiedziłem. Na sporym terenie byłych zakładów przemysłowych, dziś mieszczą się galerie, sklepy z dizajnem i restauracje. Z tym że większość z tych galerii to sklepiki z artystyczną galanterią i nie ma się nawet ochoty do nich zaglądać. Do tego cały zestaw kiczowatych rzeźb (bezgłowe popiersia Mao i dinozaury Sui Jianguo), wystające pośrodku parkingu skrzydło samolotu pasażerskiego, sprzedawcy kiełbasek i przeciskające się wśród tłumu lamborghini i maserati. Nie wiadomo, czy sztuka się właśnie tu zaczyna, czy kończy.

W 798 moje moce przerobowe sztuki zostały mocno nadwątlone. Ale gdzieś między tym wszystkim ukryte są najlepsze pekińskie galerie – UCCA, Galerie Urs Meile, Long March Space,. Dlatego trzeba tu raczej przyjść przygotowanym – z listą miejsc, które zamierza się odwiedzić. Zwiedzanie na ślepo zakończy się artystycznym koszmarem. I tylko Lu Yang (którego można by nazwać azjatyckim Rianem Trecartin) świetnie wpisywał się w ten bałagan z wystawą all-over, łączącą w sobie elementy gier komputerowych, chińskiej tradycji, azjatyckich subkultur, imprezy, domu rozrywki, kultu, technologii i niemal patologiczną fascynację chorobami nowotworowymi.

Galerie operujące typowym galeryjnym white-cube-owym sznytem są tu jak oddech świeżego powietrza (które w Pekinie jest na wagę złota). Takim miejscem jest słynna Pace Gallery, w której trwa właśnie wystawa Yin Xiuzhen „Back to the End”, zbierająca prace artystki z ostatnich lat.

 

yin3

yin2

Ci, którzy Yin choć trochę znają (a jest ona jedną z najaktywniejszych w ostatnich dekadach chińskich artystek), wystawa nie będzie zaskoczeniem. Yin znowu operuje typowymi dla siebie materiałami – betonem i starymi, używanymi ubraniami. Starych ubrań, początkowo własnych, potem cudzych, Yin używa od ponad dwudziestu lat. Na wystawie podejmuje również powtarzający się w twórczości motyw podróży, a fascynuje ją zwłaszcza komunikacja lotnicza i wielkie lotniska.

Brzmi z pozoru banalnie. Yin we wnętrzach walizek szyła z używanych ubrań portrety miast, które odwiedzała. Dziś coraz częściej buduje monumentalne wręcz metalowe konstrukcje, które obszywa różnokolorowymi ubraniami. Do rzeźb można zajrzeć do środka. Kilka lat temu były to ludzkie organy (widziałem jedną z nich w Szanghaju). Na wystawę w Pace Yin zdecydowała się zbudować bardziej skomplikowaną rzeźbę, choć wykorzystując tę samą metodę. „Trojan” to postać kobiety w fotelu lotniczym w pozie, jaką pasażerowie przyjmują w przypadku ryzyka katastrofy, znanej bardziej z instruktażowych ulotek i filmów katastroficznych niż z praktyki (chociaż na pierwszy rzut oka postać wydaje się siedzieć na sedesie).

yin1.jpg

Ubrania pojawiają się w twórczości Yin nieprzypadkowo. Jej matka pracowała w fabryce odzieży, jednak – jak opowiada artystka – ich rodziny nie było stać na nowe ubrania. Od matki nauczyła się szyć, cerować. W używanych ubraniach widzi drugą skórę, zapisane w nich ludzkie losy. Jednak wysokiej pod sufit Pace Gallery rzeźbie na obecnej wystawie te odniesienia gdzieś się gubią. Yin sięga po większe katastrofy.

Wystawę otwiera inna rzeźba – przewrócony betonowy anioł, z którego wystają rury wydechowe. To upadły anioł, anioł po katastrofie. Między tymi dwoma rzeźbami mieści się mieści się jeszcze kilka mniejszych i większych prac. W tym efektowne poletko suchych traw, „wyrastających” z betonowego postumentu (wykonanie tej pracy musiało kosztować sporo roboczogodzin kilku Kopciuszków).

Yin potrafi łączyć intymność z dużą skalą, co zazwyczaj stanowi o sile jej sztuki. Miałem jednak wrażenie, że tym razem chodziło głównie o wywołanie efektu „wow”. Zwiedzający mają się na tle czego sfotografować. Bo prace Yin w eleganckich, poprzemysłowych przestrzeniach Pace Gallery prezentują się wyśmienicie. Ale artystka doszła do ściany. Ta wystawa to wysokiej jakości produkcyjniak.