Simon Fujiwara – Joanne

fujiwara1.jpg

W Photographers’ Gallery w Londynie Simon Fujiwara pokazuje swój nowy film „Joanne”.

Joanne to nie postać fikcyjna. Nazywa się Joanne Salley. Znają się z Fujiwarą nie od dziś. Uczyła go sztuki w szkole średniej. Ale nie była zwykłą nauczycielką i nie bez powodów pozuje na podświetlanych zdjęciach. W 1998 roku została miss Irlandii Północnej, jest modelką, profesjonalną kolarką, boksuje się, biega w maratonach. Fujiwara opowiada w wywiadzie, że gdy pojawiła się w jego szkole, świeża, młoda, energiczna, miała w sobie coś paradoksalnego – bo była z jednej strony królową piękności, doświadczyła medialnego uprzedmiotowienia, a z drugiej strony studiowała sztukę i chciała to swoje uprzedmiotowienie krytycznie przeanalizować.

Kilka lat później Salley stała się też bohaterką skandalu. Jej uczniowie odnaleźli i wprowadzili w obieg jej prywatne zdjęcia topless. Podchwyciły to tabloidy i tak została ochrzczona jako „naga nauczycielka”. Znowu problem wizerunku i mediów powrócił w jej życiu w rozdmuchany i wulgarny sposób. Po nagonce zrezygnowała z pracy w szkole. Teraz w zmianie jej wizerunku pomaga Salley jej były uczeń i znany artysta, Simon Fujiwara. (To Fujiwara przyciągnął uwagę wszystkich na na ostatnim biennale w Berlinie.)

Niewielka wystawa zaczyna się jak reklama ciuchów – widzów wręcz atakują ogromne lightboxy ze zdjęciami Joanne w sportowych ubraniach. Brakuje tylko marki. Zostają same zdjęcia. Wykonał je uznany fotograf mody Andreas Larsson. Nie reklamują jednak niczego poza samą modelką, Joanne.

Za lightboxami wyświetlany jest kilkuminutowy film. Tu wizerunek Joanne jest bardziej wielowarstwowy, a nawet przełamany. Wśród obrazów, często nakładających się na siebie jak okienka na ekranie komputera, pojawiają się krótkie filmiki nagrywane przez samą Joanne w prywatnym otoczeniu, w łóżku czy samochodzie. Takie filmiki wrzuca się dziś masowo na media społecznościowe. Podobnie jak na zdjęciach, dominuje jednak określony przekaz – Joanne reprezentuje zdrowy tryb życia, sport, fitness, pozytywne wibracje. Historia pokonywania życiowych przeszkód i trudności to również stały element reklamowych narracji.

dsc05654

Inne sceny wprowadzają niepewność – na co właściwie patrzymy? Gdy Joanne wybiega na poranny jogging, mogłaby reklamować firmy sportowe. Nawet sceny z domu wydają się inscenizowane. A spotkanie Joanne z brand managerem to właściwie backstage z nagrania filmu. Joanne rozmawia z aktorem, który ma się dopiero wcielić w postać brand menadżera i nie do końca potrafi powtórzyć swoich kwestii. „Chodzi o to, by ludzie mogli mieć poczucie tego, kim naprawdę jestem”, mówi ona. Ale co oznacza to „naprawdę”? Brand manager ma powiedzieć: „Jesteś marką. Nie chodzi o to, jak wyglądasz, ale co robisz”. Ale aktor starając się powtórzyć te słowa, co raz się myli, jest nieprzekonujący.

Scena z brand managerem to jeden z przebłysków jakiejś innej warstwy rzeczywistości, rysa na tworzonym sterylnym obrazie Joanne. Bo to nie film o Joanne. To film, w którym Joanne gra samą siebie. Fujiwara przechodzi na poziom metanarracji. Zastanawia się nad tym, jak media społecznościowe pozwalają na to, by tworzyć własny wizerunek, jak za ich pomocą można zamienić się w produkt reklamowy. Ale też, w jaki sposób kobiety prezentowane są w mediach i stają się trybikiem w maszynce konsumeryzmu. Nieprzypadkowo chyba wystawa Fujiwary towarzyszy przeglądowi feministycznej neoawangardy na niższych piętrach galerii.

Joanne mówi też, że jest i modelką, i aktorką, i bokserką, i maratonką, ale dodaje: „czuję się, jakbym była niczym, chociaż jestem tym wszystkim”. Porównuje się do kameleona. Kameleon pojawia się też na jej głowie jako rodzaj metafory kobiety-brandu.

BB IX

DSC07984
Moje łydki w instalacji Timur Si-Qin

Moja recenzja z dziewiątego Biennale w Berlinie ukaże się na Dwutygodniku, więc nie będę się na razie rozpisywał. Tylko kilka pierwszych wrażeń.

Biennale jest bardzo spójne, przynajmniej wizualnie. Kolorowe folie na szybach, reklamowe lightboxy i płaskie ekrany. Ale tego właśnie można się było spodziewać po grupie DIS, która kuratoruje tegoroczną imprezę. Wystawa nie jest też duża. Dwa dni spokojnie wystarczą, by zobaczyć całość, i to ze sporym marginesem. Niektórzy twierdzą nawet, że jeden dzień wystarczy, ale podejrzewam, że – jak przystało na tak zwanych ludzi sztuki – nie oglądają filmów w całości.

DSC07980
Drogie soki Mint (Debora Delmar Corp.)

Główna część wystawy mieści się w Akademie der Künste na placu Paryskim. Obok, z balkonu hotelu Adlon Michael Jackson wystawiał swoje dziecko, ku przerażeniu swoich fanów. Performens się udał – niemowlę przeżyło. My, z moją przyjaciółką Anką, na tarasie AdK czekaliśmy godzinę w całkiem analogowej kolejce, by nałożyć na głowę przepocony hełm hight-tech i przeżyć trzy minuty wirtualnej rzeczywistości. Na placu dzieją się wtedy istne cuda.

Poza tym przejechaliśmy się miniaturową kolejką, do przodu i do tyłu – wielbicielem takich kolejek był Walt Disney. Wrzuciliśmy monetę na szczęście do brodzika w KW. No i rozśmieszyliśmy żywą rzeźbę – modela, który udawał stewarda Lufthansy. Nie byle jakiego stewarda, bo jego strój wymalowano bezpośrednio na – notabene niczego sobie – ciele. Takich stewardów Lufthansa wysłała na berlińską Gay Pride. Jednak Berlin to Berlin. Rozśmieszyć go nie było trudno. Wystarczyło kilka min, by zaprezentował nam garnitur śnieżnobiałych zębów. Warto.

DSC08010
Drogie ciuchy (TELFAR)

Poza tym są wszystkie stałe biennalowe elementy: VIP-y (Maurizio Cattelan w srebrnych kozaczkach), artystyczny bar ze zdrowymi sokami (5 euro za około 200 mililitrów) i sklepik z dizajnerskimi gadżetami (90 euro za tiszert). Przystępna, internetowa demokracja przefiltrowana przez świat sztuki zamienia się w całkiem bijący po kieszeni postinternet. Tradycyjnym nietypowym miejscem prezentacji sztuki jest zaś podrasowany stateczek, podczas dni prasowych niestety jedynie zacumowany; po oficjalnym otwarciu będzie odbywał dwugodzinne, dystopijne rejsy Sprewą.

Wczoraj trafialiśmy na opryskliwych pilnujących, dzisiaj na całkiem przyjaznych, więc się wyrównało. Szczegóły wkrótce.

DSC07942
Rozśmieszony steward (w ramach instalacji Simona Fujiwary)