W Bunkrze po staremu

W „Dwutygodniku” piszę o darze Andrzeja i Teresy Starmachów dla krakowskich muzeów, pokazywanym właśnie w otwartym po remoncie Bunkrze Sztuki, oczywiście w kontekście toczących się wokół galerii konfliktów, zwłaszcza tych związanych z Marią Anną Potocką.

Piszę o architekturze Bunkra po remoncie, wystawie „Daj mi wszystko”, nowej dyrektorce Delfinie Jałowik, powiązaniach Bunkra z Mocakiem, ale wspominam też wystawę „Z mojego okna widać wszystkie kopce”, którą recenzowałem w „Dwutygodniku” osiem lat temu, gdy galerią kierowała Magdalena Ziółkowska. Kilka cytatów poniżej:

Edward Krasiński

Te kontrowersje kładą się niestety cieniem na zbiór prac podarowanych przez Starmachów krakowskim instytucjom i obecnie pokazywanych w Bunkrze. Wystawa „Daj mi wszystko” potrwa aż do września, składa się z prac ważnych, często monumentalnych, zajmujących istotne miejsce w dorobku poszczególnych artystów. 

Kolekcja Starmachów odbija oczywiście działalność Starmach Gallery, funkcjonującej od 1989 roku. Andrzej Starmach to przede wszystkim galerzysta, a dopiero potem kolekcjoner. Kolekcjonowanie, co częste w przypadku prowadzących prywatne galerie, było pokłosiem handlu sztuką. To zbiór stricte polski, bliższy Krakowa niż Warszawy czy innych ośrodków. Wybory Starmachów były konserwatywne, typowe dla polskich kolekcjonerów, którzy rozwijali swoje zbiory w latach 90. i nieco później. Dar wyglądałby więc podobnie, gdyby przekazano go przed dwiema dekadami. Nie ma tu też artystów z nurtu sztuki krytycznej czy malarzy z Grupy Ładnie, nie ma żadnych zaskoczeń, żadnych niespodzianek. Jedyni w tym zbiorze artyści debiutujący po 1989 roku to twórczynie współpracujące z Galerią Starmach, jak Marzena Nowak czy Marta Deskur. Zestaw nazwisk pokrywa się z aukcjami „Klasyków nowoczesności”, regularnie organizowanymi przez Desę Unicum, i nie uwzględnia interwencji dokonanych w kanonie polskiej sztuki powojennej w ostatnich latach. 

To jakość i waga podarowanych dzieł czyni ten dar bezprecedensowym. Takie prace w środowisku sztuki nazywa się często „muzealnymi”, bo z powodzeniem odnajdują swe miejsce w muzealnych kolekcjach. Świetnie wypadają zwłaszcza dzieła Magdaleny Abakanowicz z różnych okresów jej twórczości, scenografia Jerzego Nowosielskiego czy prace Deskur. Perełką jest zaś instalacja „Labirynt” Edwarda Krasińskiego, którą przygotował dla Galerii Foksal w 1987 roku. Fenomenalnie wypada sala, w której zestawiono ze sobą Tadeusza Kantora (cykl „Wszystko wisi na włosku”), Mikołaja Smoczyńskiego i Mirosława Bałkę. Niektóre fragmenty wystawy można by przenieść wprost na stałe prezentacje muzealnych kolekcji. 

Już podczas przygotowań do otwarcia MOCAK-u wiele lat temu krakowscy artyści domagali się konkursu na stanowisko dyrektora. Obiecał im to prezydent Majchrowski, jednak nigdy tej obietnicy nie spełnił. Co więcej, niedawno tuż przed własnym odejściem i wyborami samorządowymi podpisał z Potocką kontrakt na prowadzenie MOCAK-u przez kolejne siedem lat. 

Podobnie jest z pisaniem instytucjonalnych historii. W wydanej przy okazji ponownego otwarcia galerii książeczce „Bunkier. Architektura i sztuka” całkowicie wytarte zostały konflikty związane z instytucją i kontrowersje wynikające z powrotu Potockiej do kierowania Bunkrem. Niezrealizowanie projektu Koniecznego, który zwyciężył w konkursie architektonicznym, zostaje sprowadzone do stwierdzenia, że architekt nie podpisał umowy, jakby zrobił to z kaprysu. Nie dowiemy się o protestach przeciwko pomysłowi połączenia Bunkra z MOCAK-iem i przeciwko objęciu funkcji dyrektora Bunkra przez Potocką. 

W normalnej sytuacji dar Andrzeja i Teresy Starmachów dla krakowskich muzeów byłby powszechnie celebrowany. W krakowskich instytucjach, nad którymi sprawuje pieczę Potocka, ugrzązł jednak w nepotystycznym, patriarchalnym smrodku. Wystawa „Daj mi wszystko” wpisała się w patologiczną sytuację, podkreśla bowiem dalsze symboliczne powiązanie Bunkra i MOCAK-u. Wszak Bunkier nie jest beneficjentem tego daru. 

Drugim łącznikiem obu instytucji jest nowa dyrektorka Delfina Jałowik. Mimo deklaracji niezależności jej dotychczasowe doświadczenie nie wróży dobrze Bunkrowi. Często pracowała w kuratorskim teamie z Potocką. O efektach takiej współpracy można się było przekonać jeszcze niedawno w MOCAK-u na przygotowanej przez ten kuratorski duet wystawie „Malarstwo. Złote medium sztuki”. Zgodnie z często stosowaną metodą Potockiej obrazy zostały sprowadzone do parteru według kilku upupiających kategorii. Podobnie została w Bunkrze potraktowana praca Jadwigi Sawickiej. Wieloznaczny tekst z jej obrazu „Daj mi wszystko” został zamieniony w żart, którym Potocka puszcza oko w kierunku donatora. Skoro już tyle mi dałeś, zdaje się mówić, to teraz „daj mi wszystko”. 

Jałowik firmowała różne wątpliwe przedsięwzięcia MOCAK-u i towarzyszyła przejęciu Bunkra przez Potocką, by ostatecznie zostać jego dyrektorką. W swoim ogólnikowym programie skupia się zaś głównie na publiczności. To powtórzenie mantry samej Potockiej. W mocakowym wydaniu ukłon w stronę publiczności polegał niestety na spłaszczaniu sztuki, jej objaśnianie – na przykrych, komicznych podpisach. Jak inaczej może wyglądać budowanie relacji z publicznością, pokazuje dziś na przykład galeria Labirynt w Lublinie, której program oparty jest na autentycznym zaangażowaniu.

Jałowik jako spadkobierczyni Potockiej nie ma legitymacji środowiskowej, a kieruje galerią miejską, która – zwłaszcza w Krakowie – powinna być bliska artystom. By taką legitymację uzyskać, nowa dyrektorka musiałaby się w pierwszym rzędzie odciąć od Potockiej i jej wstecznych poglądów, a zwłaszcza sposobu jej wpływania na politykę kulturalną miasta. Propozycją Jałowik jest na razie impreza silent disco.

CAŁY TEKST NA STRONIE „DWUTYGODNIKA”.

Sroka w Bunkrze?

z mojego okna
Odsłonięte okna na wystawie „Z mojego okna widać wszystkie kopce”

Krakowska prasa przynosi niepokojące wieści. Oto dwa lata przed końcem kontraktu Magdaleny Ziółkowskiej (l. 37) na stanowisku dyrektorki Bunkra Sztuki ma ją zastąpić Magdalena Sroka (l. 41), do niedawna dyrektorka Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, a wcześniej – wiceprezydentka Krakowa ds. kultury i promocji miasta. Sprawa jest niejasna i wymaga znacznie więcej wyjaśnień ze strony Urzędu Miasta Krakowa i prezydenta Jacka Majchrowskiego (l. 71).

Ziółkowska nie komentuje sytuacji. Wiadomo jednak, że trwają jakieś rozmowy, a Urząd Miasta wysłał już pismo do MKiDN z prośbą o opinię na temat rozwiązania umowy z Ziółkowską. Andrzej Kulig, zastępca prezydenta Krakowa, zdradził też w lokalnej prasie, że Ziółkowskiej zaproponowano stanowisko dyrektora artystycznego Bunkra. Ziółkowska, jak podała krakowska „Wyborcza”, odmawia przyjęcia nowego stanowiska. Bo i z jakiej racji ktoś ma jej nagle skracać kadencję?

Urząd Miasta stara się rozwiązać sprawę w białych rękawiczkach. Pretekstem jest remont budynku Bunkra Sztuki, o który – gdy tylko została dyrektorką – walczyła właśnie Ziółkowska. Musiała się wtedy skonfrontować z materialną rzeczywistością kierowanej przez siebie instytucji. Bunkier się sypie. Wystawy organizowane przez Ziółkowską i jej zespół czasem do tego materialnego ubóstwa nawiązywały. Przy okazji wystawy „Z mojego okna widać wszystkie kopce”, Ziółkowska mówiła mi: „To prawdziwe wyzwanie prowadzić instytucję w stanie fizycznego rozkładu jej architektury, pracować na tym postępującym rozpadzie i jednocześnie jasno określać swój głos i miejsce”. Wtedy też zerwano ścianę z dykty i gipsu odsłaniając zakryte do tej pory okna na piętrze galerii.

To Ziółkowska zorganizowała międzynarodowy konkurs na przebudowę Bunkra. Teraz zarzuca się jej brak doświadczenia organizacyjnego niezbędnego do przeprowadzenia inwestycji. Tylko skąd nagle takie wątpliwości? Zawsze można przecież zatrudnić pełnomocnika lub wicedyrektora ds. inwestycji. Nie jest już nawet tajemnicą poliszynela, że p.o. dyrektora ma zostać Magdalena Sroka, a potem ma być rozpisany konkurs. I miasto, i Sroka naciskają, by Ziółkowska objęła stanowisko dyrektora artystycznego.

Sroka wypowiedziała się dla „Wyborczej”: „Zważywszy na decyzję organizatora Bunkra Sztuki, czyli Urzędu Miasta Krakowa o zmianie w systemie zarządzania tej instytucji, jestem skłonna zgodzić się pełnić funkcję p.o. dyrektora Bunkra Sztuki. Swoją rolę widziałabym głównie w pomocy w sprawnym przeprowadzeniu procesu inwesytycyjno-budowlanego. Jestem natomiast przekonana, że najkorzystniejszą sytuacją byłaby taka, w której Magdalena Ziółkowska zdecyduje się pozostać na stanowisku dyrektora programowego”. Paradoksem jest fakt, że to Sroka jako ówczesna wiceprezydentka Krakowa przewodniczyła komisji, która rekomendowała Ziółkowską na stanowisko.

Jeśli Ziółkowska rzeczywiście nie chce przyjąć stanowiska dyrektora programowego, to słusznie. Nie ma sensu uczestniczyć w grach polityków. A jak mogą wyglądać konkursy organizowane przez urzędy miasta, wiemy chociażby z Wrocławia, gdzie Dorota Monkiewicz przegrała konkurs na własne stanowisko z o wiele mniej doświadczonym kandydatem popieranym przez lokalne władze. Pokazała tym samym, ile może znaczyć konkurs (nie żebym był przeciwny konkursom). Co oznaczają konkursy, skoro można dyrektorce przerwać kontrakt w trakcie jego trwania bez specjalnych powodów?

Szereg rzeczy zastanawia: Czy Urząd Miasta Krakowa ma podstawy prawne, by usunąć Ziółkowską ze stanowiska?  Czy miasto chce wyłożyć pieniądze na remont Bunkra Sztuki? Czy nie dałoby ich Ziółkowskiej, a Sroce już tak? Urząd Miasta nie tłumaczy, dlaczego zmienił „system zarządzania”. Nie wiemy, jakie Ziółkowskiej stawiane są zarzuty i czego jej brakuje. Wiemy, że Magdalena Sroka od października jest bezrobotna i pewnie szuka pracy.

Odsłonięte okna

DSC03971 (2)

„Dwutygodnik” opublikował właśnie moją nową recenzję – tym razem z wystawy „Z mojego okna widać wszystkie kopce”, która jest rodzajem nowego otwarcia dla krakowskiego Bunkra Sztuki. Tekst nosi tytuł „Odsłonięte okna”, zgodnie z tym, co nastąpiła na górnym piętrze Bunkra. Dyrektorką galerii od niedawna jest Magdalena Ziółkowska, moja rówieśniczka i koleżanka z Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, do niedawna kuratorka Muzeum Sztuki w Łodzi.

Piszę: „Na górnym poziomie – inny gest. Zaprojektowany przez Różyską-Tołłoczko rząd okien w salach na piętrze od lat 90. pozostawał zasłonięty. Dzięki temu galeria bardziej przypominała white cube. Dzisiaj okna odsłonięto. Ale trudno to nazwać remontem. Po prostu zerwano cienką ścianę z dykty i gipsu. Z jej resztek na parterze zbudowano prowizoryczne audytorium, a paru artystów stworzyło z nich własne prace. Inni, jak Andris Eglitis, odnoszą się po prostu do kruchej materialności. Ten rozpad jest więc mocno na pokaz. Aczkolwiek naturalne światło, nawet w tym nieładzie, oraz widok na drzewa na Plantach i fryz w Pałacu Sztuki po sąsiedzku tworzą niezwykle kuszącą perspektywę.”

Niestety fotografie ilustrujące tekst na „Dwutygodniku” nie oddają dysproporcji między tekstem a dziełami sztuki na wystawie, o którym piszę, wklejam więc kilka własnych zdjęć tutaj.

DSC03874 (2)
Część wystawy w piwnicy Bunkra poświęcona architekturze

 

DSC03813 (2)
Audytorium na parterze

 

DSC03837 (2)
Widok na część wystawy poświęconą edukacji – dokumenty połączone w sieć różnokolorowymi nitkami

 

DSC03841 (2)
Nowy Pawilon Wystawowy – specjalny kącik do studiowania wystawiennictwa i kuratorstwa

 

„Co najmniej połowa wystawy Z mojego okna widać wszystkie kopce to teksty – dokumenty, cytaty, przyklejone do ścian i rzadko komentowane. Kopie dokumentów pokryły szczelną tapetą ścianę w części ekspozycji poświęconej edukacji. Na piętrze – dokumenty opisują historię pierwszych lat BWA. Na parterze powstała specjalna przestrzeń, nazywana dla zmyłki Pawilonem Wystawienniczym, służąca jako czytelnia publikacji poświęconych wystawiennictwu i kuratorowaniu wystaw, w której dodatkowo przypomniana została konferencja Polifonia głosów zorganizowana przez Adama Budaka w 2002 roku. Ma być tu realizowany program skierowany do profesjonalistów zainteresowanych strategiami kuratorsko-wystawienniczymi.”